Luty/February 2010 (2)

28 February 2010 at 20:15 (Poems/Poetry) ()

CHĘĆ ZMIANY
Nawyki i rutyny splatają w warkocz
wspólną walkę o oryginalność.

Pomiędzy jednym a drugim ruchem
jest ciemna noc.
Z niej wypływają nad ranem
spalone kości rezygnacji.

Niech jeden ze sprzymierzeńców
zakryje je kurtyną zrozumienia;
To tylko kolejny naturalistyczny przypadek.

Szarpane we wszystkie strony nerwy
zbierają plony niczyje.

Rutyna położyła dłoń na nawykach
BO
Dzień musi się skończyć o przyzwoitej porze. (28 luty 2010)

Permalink 2 Comments

Luty/February 2010 (1)

15 February 2010 at 22:03 (Poems/Poetry) ()

ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Po drugiej stronie ulicy
rozdawali na próbę kupony nadziei.

Ze smyczy spuściliśmy
nawet kalekie myśli.

Poszły pocieszyć się w przydrożnym barze.
Zmarnotrawiły kupony.

Teraz chowamy się
przed konsekwencją czasu przyszłego….. :

Zabierzcie nasze dusze do ludzi o innych twarzach
i świata o pijanej naturze.
Będzie nam się wydawało,
że tragizm ogółu wyblaknie. (14 luty 2010)

ROZMOWY
Niedokończone rozmowy
czekają na odpowiednich ludzi.

W między czasie same mówią o nas.

Gubimy tenże czas
w pustych kubkach po gorzkiej kawie.
Zasypujemy cukrem
za duże bezkresy uporczywych starań.

Tyle słów nagromadzonych (!)

Wątłe starania jąkają się.
Nad nami dialogi tak ładnie układają się
w długie zwarte korowody;

Jakże niewykorzystane. (15 luty 2010)

Permalink Leave a Comment

1997

24 January 2010 at 19:36 (Poems/Poetry) ()

ZDEPTANA
Patrzysz w podłogę.
Idzie robaczek.
Depczesz go.
Mówisz: przepraszam….. do mnie.
Patrzę w podłogę.
Idzie inny robaczek.
Pozwalam mu minąć.
Mówię przepraszam do ciebie.
Depczesz mnie.

ZA PÓŹNO
Kiedy się czegoś pragnie,
dni uciekają w panicznym strachu,
nie widzą dla siebie miejsca.
Poszukiwanie kończy się fiaskiem.
Lata dublują poprzednie.
Na skraju załamania pojawia się upragniona rzecz,
która po latach oczekiwania
maleje w rękach.
Już i to jest zwykłą zachcianką,
na którą można sobie pozwolić.

MIŁOŚĆ
Położyłam ją nie czekając.
Zauważysz, leży obok rachunków.
Nie zaglądasz;
Brak czasu czy zainteresowania (?)
A przecież trzeba pospłacać długi.
Mija rok.
Płacę.
Doceniasz to, ale ja nie.
To co położyłam też spłacone….
by zapomnieć.


STARAJĄC SIĘ
Adoptujemy jutro
ponieważ udziela kredytu na przyszłe
obsesje i aspiracje.
Cynicznie oddajemy czek
a czarny oryginał jutra
ambitnie wyrzeka się go ….
oraz oznak histerii.
Monolog umiejętności odzywa się arogancko.
Nie tu!
Nie tak!
Na marne cały wysiłek!


ZAGUBIENIE
Chwile zapomnienia
w zaczarowanej minucie.
Odstępy bicia serca
niesione echem ponad bezruch.
Zamknięte w pętli niepokoje
oddają się głupiej sprawie.
Wyuzdanie pomału eksploduje,
wydaje nieokreślone dźwięki.
Kto powie gdzie tamta niewinność?
Od czego to zależy?

CHŁÓD
Życie to jakaś kara;
Trzeba przez nie przejść
nawet gdy się to wie.
Zbyt szybko, nagle
przeciętnieje nowość.
Naiwne pytania pozwalają sobie
stać koło wiecznie trwających reguł.
Wiatr szarpie drepczącym w miejscu grzechem,
a nasze błagania wracają;
Odepchnięte,
sparaliżowane czymś na kształt pokuty.


DZISIAJ
Dzisiejsze słowa
są przesadnie dwuznaczne.
Gesty początkiem nijakiej gry.
Spojrzenia wyrażają chęć zmian.
Z końcem dnia staje się ciekawiej;
Wypchnięte poza margines
nieistniejące morale
prosi o jeszcze większe wyzwanie.
Sprawdzamy się w kontaktach międzyludzkich,
nie zdając sprawy
jak wiele zależy z ilu ust wielkie słowa
zabrzmią sztucznie.

NASTĘPNY DZIEŃ
Pobladłe dni
gasną w żarze rozsypanego popiołu.
Ludzie nie mając sił walczyć ze sobą,
upuszczają noszone sprawunki.
Kiedy ciemnieje niedawno rozpoczęta godzina szczytu,
większość boi się nieprzewidywalnego.
Niedokończone rozmowy
cichną w martwych spojrzeniach.
Pochyleni nad nocna lampką
wczytujemy w puste zdania.
Zapamiętujemy je.
Tak kończy się następny dzień.

PODAJ DALEJ
Myślę, że znasz to.
Jeździsz palcem po krawędziach.
Tania rozmowa.
Mieszam kaprysy,
ponieważ jednoczą nas.
Pusty zamysł starości obejmuje resztę.
Niegdyś zrozumiałe słowa
znane były ze znęcania nad nami.
Któregoś dnia pomyliły się i skończyły.
Zmieniony stan zemsty
odebrał należną mu część.
Poszło z nim nasze wyobcowanie –
Podaj dalej.

Permalink Leave a Comment

1996

10 January 2010 at 17:14 (Poems/Poetry) ()

POTOK
Wśród potoku łez moja twarz.
Rwę na strzępy duszę.
Jakże słodka jest krew,
sącząca z wyschłych źródeł.
Łączą się oba nurty,
dwie skrajności….
Płaczę krwią,
krwawię łzami,
a rano budzę się jedynie
wśród potoku własnych zmartwień.

DANE
Cóż jest nam dane
w tym co życie odbierze…..
Ofiarowując istnienie
powinniśmy się cieszyć z każdej chwili bez smutku.
Boimy iść do przodu,
myślimy za dużo o przeszłości.
Maltretujemy rozważania.
Pogubieni w słowach,
zdenerwowani
pytamy co jest nam dane,
w tym co życie samo odbierze….


SAME PYTANIA
Odpływamy z przystani swego życia
jakże mali i godni pożałowania.
O czym wtedy myślimy?
Ludziach wypełniających ‘szczeliny’
okruchami chleba
czy może o celu, do którego płyniemy (?)
W czyich ustach znajdziemy potwierdzenie…..

JA
Ja to nie ja.
To słowo bez sensu.
Słowo, które się zapomni.
Ja to kolejny ktoś
gdzieś daleko pośród głów,
gubiący swój blask.
Ja to także ty
od dawna zagubiony w moim cieniu.
Prawdziwy, szczery – mój ktoś.
Ja to osoba, którą znają ludzie taką,

jaką chcą znać.
Ja to moje własne zapomnienie.

******
Ja staram się być sobą.
Ty bardzo chcesz mi w tym pomóc.
On jest o ciebie zazdrosny.
Ona jest o niego zazdrosna.
My zachowujemy się jak dzieci.
Wy udajecie ważniejszych od nas.
Oni kiwają głowami na znak dezaprobaty.

STOP
Jesteśmy dziewczynami,
które zawsze mówią nigdy,
które nigdy nie mówią zawsze.
Boimy się ich.
A oni to wykorzystują na tyle,
na ile nie powiemy stop.

GŁÓD
Jadłam własną głupotę
na półmisku podanym przez was.
Dławię słowo, które samo do mnie przemawia.
Wstydzę się następnego i następnego razu.
Nie jestem głodna.
Wy zmusiliście mnie do jedzenia.

PRZYJAŹŃ
Stała tak odkąd pamięć sięga.
Tak samo trudna do zrozumienia,
pozostająca w zarodku wielu dusz,
jak rok wcześniej.
Nie łatwo jej było prosić o cokolwiek – zaniechała.
Zbyt dużym stawało się to poświęceniem.
Zapięła ostatni guzik wytartego palta.
Odeszła.
Zabrała nawet słodko – mdły zapach straconych złudzeń.
Nie znaliśmy jej do końca
a ona nie lubi się narzucać.

CZŁOWIEK
Każdego dnia odkrywamy od nowa
człowieka, który w nas istnieje.
Bawiąc naszym kosztem
pogarsza sprawę.
Nie rozumie cierpienia.
Życie się dalej toczy.
Zapominamy o człowieku.
Obrażony siedzi głęboko.
Nie zamierza przepraszać.
Nie rozumiemy skąd tyle w nas złości
a człowiek w środku milczy.


MAŁE
W małej krainie,
w malutkim domku,
w maleńkim pokoiku,
na małym stoliku
leży kartka
z ogromnym napisem: DZIĘKUJĘ

Słowo jest od właścicielki maleńkiego domu
dla ciebie;
Wiesz za co….

Permalink Leave a Comment

1995

10 January 2010 at 17:10 (Poems/Poetry) ()

I TAK W KÓŁKO
Zegar odmierza czas.
Spalam trzeciego papierosa.
Czekam aż przyjdziesz.
Mogłam być słońcem, niebem, tysiącem gwiazd
….nic z tego nie wyszło.
Piąty papieros – pocą mi się dłonie.
W końcu zakładam palto,
zostawiam wystygłą kolację.
Wychodzę a ty wchodzisz.
Znikam w głuchej przestrzeni.
Czekasz na mnie.
I tak w kółko.

KOCHAJĄCE SERDUSZKO
Na stole leży serduszko.
Zaopiekuj się nim.
Ma wiele miejsca
na wypełnienie uczuciem jakim je obdarzysz.
Pokocha cię.
Bądź szczęśliwy
i nie szukaj na tym stole czegokolwiek innego.

RZECZY
Za oknem świat otoczył się szarym korzuchem bieli.
Mleko zostawione na parapecie
kwaśnieje od braku pamięci.
Rozrzucone ubrania
podnoszą się zmęczone i wymięte.
Reszta eksponatów zastyga
w miodowej pantomimie.
Budząc się rano wyrzucamy z pamięci
resztki wczorajszego dnia.
Od nowa zapominamy o porzuconych drobiazgach,
których cierpienie tęsknoty nie ma końca.

ILE
Ile lat można patrzeć sobie w oczy ?……
Ile chwil warto z sobą przeżyć ?……
Ile godzin gdzieś zapodziać ?……
Ile spotkań opuścić ?……
Ile pomyłek naprawić ?……
By poznać prawdziwą wartość człowieka.


LATARNIA
Jestem latarnią
bez światła.
Jesteś rozbitkiem
potrzebującym pomocy.
Odwiedź mnie
a zaświecę.
Pomoc sama do na przyjdzie.

W CZASIE ZACZYNAJĄCEJ SIĘ BURZY
Ubieram myśli w wytarty płaszcz.
Daję parasol ściągniętych wrażeń.
Wypycham na dwór.
Tam ulewa słów.
Potoki wyrazów zatapiają.
Moknę.
Wracam zziębnięta.
Drżę bo tam na zewnątrz
coś odmieniło mnie radykalnie.


SŁOWA
Słowa odbiły się od ściany,
upadły głęboko.
Zostały kurzu tumany
i myśli wypchane przez okno.

RZECZYWISTOŚĆ
Rzeczywistość to życia gwałt,
po którym przychodzi smutek.
Nie patrzymy na wirujący świat
aż do zachłyśnięcia piękny.
Wiemy, że o świcie zatrzyma się.
Zamieni życie w nieodgadniony film
i udowodni,
że szczęście ma wiele twarzy.

POTRZEBA IM
Potrzeba im kilku nienormalnych słów
do zdobycia odwagi.
Akceptują wady,
nie znoszą zalet,
rozumieją ego.
Czasem jednak nie potrafią być obiektywni;
upiększają świat
i giną w wirze kłamstw.

SYMBOLE (ŚWIADCZĄCE O CZŁOWIEKU)
Kawałek głodu
Szklanka pragnienia
Imperium wnętrza – serce
Vivaldi uciekających lat
Nastroje
Konwersacja ust
Czarna głębia

*****
Powiedziałeś NIE.
Powiedziałam TAK.
Żadno nie ustąpi.
To męczy; tracimy czas.
Szukamy upojenia między
uczuciem obowiązku a swobody.
Uciśnieni w pułapce uczuć.
Powiedziałeś TAK.
Powiedziałam NIE.
……równocześnie.

Permalink Leave a Comment

1994

2 January 2010 at 16:35 (Poems/Poetry) ()

STACJA
Stoję na peronie
czekam.
Jadę daleko
byle gdzie.
Zatrzymam się wtedy gdy uznam,
że już na mnie czas.
To będzie moja ostatnia stacja.

O NAS
Grając te banalne role
wydaje nam się, że pod maską inności
stajemy się nowymi ludźmi.
Idąc do domu ściągamy wszystko
co wadziło ciału i znowu stajemy się sobą.
Wracamy do tego co istnieje zarówno teraz jak i jutro,
pojutrze, za tydzień, dwa… za rok.

ROZKŁAD DNIA
Wstań
jedz
patrz
śmiej
cierp
płacz
rób coś
stój
myśl
W końcu zrozumiesz,
że jest to twój w miarę prosty rozkład dnia.

I TO WSZYSTKO
Mój domek i szczęście,
klucz pod wycieraczką.
Moje obawy, troski i żale
zaklęte…. zapomniane.
Wydarte kartki z kalendarza.
Renta na stoliku.
Kilka łez …. i to wszystko.

STOIMY NA ŚRODKU ULICY
Stoimy na środku ulicy
Czekamy.
Patrzymy na siebie z ufnością
Śmiejemy się.
Mówimy coś trudnego do zrozumienia
Oswajamy się.
Lustrujemy wzrokiem nasze wyglądy
Dotykamy.
Stoimy na środku ulicy
a noc kołysze nas do snu.

PŁACĘ
Płacę za sny.
Płacę za bycie z tobą.
Płacę za szczęście.
Płacę za to kim jestem.
Płacę za to kim będę.
Płacę za słowa i czyny.
Płacę za innych.
Płacę za grzechy.
Jestem biedna.

MY
My żyjemy dla siebie,
nie wiemy co nas czeka.
Miejsce dla nas szykują w niebie,
od tego nikt nie ucieka.

ZAGRAĆ
Potrafię zapomnieć o wszystkim.
Mogę nie zauważać jaskrawości.
Umiem być głucha na wszelkie słowa
jeśli będziemy sobie wybaczali,
zmieniali zewnętrzne maski i pokazywali odrobinę wnętrza.
Zanućmy melodię, która nas zmieni
a zobaczymy, że instrumenty same zagrają
w takt bicia serca na trzy czwarte.

ŚWIAT
W szalonym tempie, na szachowym polu,
wśród pionków gdy i zabawy
uciekamy do miejsc gdzie życie jest niewytłumaczalne.
Codzienność jest tam obrządkiem normalności
przeplatana chitynową nicią,
która zapala światełko jasności nad porankami i zachodami.
Ludzie ci wymyślili to, co poznawać się da.
I dlatego ten świat stał się czystszy.

Permalink Leave a Comment

1993

2 January 2010 at 16:27 (Poems/Poetry) ()

POWIERZ MI
Twoje słowa stają się mniej realne,
a dni szarzeją, zasłaniają cię.
Pytasz dlatego ‘dlaczego’;
kładąc rękę na głowie,
otwierając sekretne wnętrze.
Nie mam prawa wstępu.
Nie wiem czy jestem ci jeszcze potrzebna.
Szarzejąc w tłumie,
gubię dręczące ‘dlaczego’
by spotkać osobę, która zaufa mi
i powierzy najskrytsze sekrety.

OD NOWA
Bawię się kwiatkiem
bawię wspomnieniem.
Raduję się ze szczęścia
raduję z chwil.
Podziwiam ludzi
podziwiam ciebie.
Ukradkiem ocieram łzy.
Nastawiając budziki do startu zaczynam odliczanie
i pędzę w nieskończoność do miejsca,
gdzie przeżyję życie od nowa.

TE SAME TWARZE
Błądzimy wśród zgiełku,
dążąc do celu i miejsca.
Zapominając o drobnostkach
brniemy przez zatłoczone ulice.
Nie potrafimy odnaleźć kierunku,
do którego zmierzamy.
Gra kolorów i kształtów
zaczyna nocą ulegać zmianie.
My nie wiedząc o tym dalej idziemy przed siebie;
Spoglądając na te same twarze
a jednak znacznie inne od tych
na jakie patrzyliśmy za dnia.


ZMARTWIENIA
Powiązane razem
poplątane
zawiązane na pętelkę
obszyte grubą nicią
przecinane nożyczkami
popijane winem
podkładane jak oliwa do ognia
zakładane na szyję
trudne do odplątania.
Jest ich cała masa.
Nie wiem czy się w tym nie pogubiłam.
Zacznijmy od nowa;
Powiązane razem…..


KOLORY
W niebieskiej sukience,
z parasolką w ręce
patrzę na kałużę zniekształcającą postać.
Widzę małą dziewczynkę
z przerażeniem w oczach,
grymasem na ustach,
bo nie wiem czy patrzę na siebie,
czy na kogoś, kogo opuściły wszelkie kolory życia….
i ten niebieski akcent sukienki
ma tuszować smak goryczy.

POCZĄTEK KOŃCA
Ktoś zapukał do drzwi.
Otworzył je,
wszedł do środka.
Podał mi pomocną dłoń,
której się kurczowo złapałam.
Wyszliśmy na dwór.
Dopiero tu mogłam spokojnie wciągnąć powietrze.
Wtedy już mogłam rozluźnić uścisk i puścić jego dłoń.
Poszłam krętą ścieżką – SAMA…..

Permalink Leave a Comment

Wrzesień – Grudzień/September – December 1998

30 December 2009 at 0:43 (Poems/Poetry) ()

PORZĄDKI
Cichniemy z powracającym echa tchnieniem,
mocząc pranie w zimnej wodzie.
Ocieramy o wilgotną skórę,
ale wzajemna szorstkość hamuje przypływ
dobrych bodźców.
Z morzem dociera sól wydobyta z dna.
Suszony na sznurku parasol
kapie kroplami wyludnienia.
Zebrane w koszyku, jak grzyby, słowa
porywają te krople.
Drugie pranie robimy w nich.
Sól soli nie równa.
Zmęczenie z pewnością… równe. (27 wrzesień 1998)

*****
rekrutacja
racja
monopolizacja
informacja
manifestacja
urbanizacja
likwidacja
argumentacja
dezorientacja
spekulacja

A co z nami ? (28 wrzesień 1998)

NA KONIEC
Jestem obok twojej logiki-
– w pół żywa, ale bogata.
Grasz o sobie samym,
ale tyle w tym pomyłek.
Czy aby podołasz temu scenariuszowi?
Mnie zwolnili już dawno.
Ta historia się źle skończyła.
Zapalé papierosa,
by zgasić się w niedopałku.
Zgnieciony pod ciężarem buta

wymyśl wytłumaczenie,
dla którego miałabym spodziewać się
czegoś więcej po sobie.
Jesteś obok mojej logiki-
– żywy, ale biedny. (27 wrzesień 1998)

KOLEJKA
Kolejka po szczęście jest długa.
Stoimy daleko.
Zmuszeni do czekania liczymy pieniądze.
Ktoś kogoś przepuścił.
Za plecami wszczęto kłótnie.
Rozpadają się pomału układane przez lata klocki.
Szczęście musi być najstosowniejszym akcentem
prozaicznie wylęknionego świadomością
istnienia snem.
Nieoczekiwana wiadomość karze wracać.
Dzięki niej inni będą o jedno miejsce bliżej.
My poświęcamy czas dotychczasowym sprawom,
obserwując powracających z rozczarowaniem na twarzy….
oni na pewno stali w złej kolejce.
Zbyt mało za szczęście zapłacili. (27 wrzesień 1998)

ZAWIEŚĆ SIĘ NA…..
Drukowane litery ostrzegają.
Zabiegane, zdyszane wylewają z ust
dawno przeczytane wiadomości.
Podskakują do góry,
a żółty wiatr zgarnia każdą z nich do worka.
Zdążyliśmy go chwycić,
wytrząsnąć całą żółć,
zabrać worek.
Zamiast liter znaleźliśmy w środku liście-
Całe zamieszanie oddało obcą część.

Jutro drukowane litery będą ostrzegać,
ale kto je posłucha ?
Z premedytacja uciekają
w okolicznościach tylko im znanym
przed: przecież już wiemy! (29 wrzesień 1998)

PO LATACH
Rutynowe misje.
Bez zaangażowania.
Ciągną welon smutku.
Wiele panien młodych
upadło w krwawe ramiona błędu.
Popsuło nasz stereotyp pełnoletności.
Ciernie, nagrywane sprzeczki,
pomniki codzienności.
Mamy przyjemność mienić wszystkimi kolorami,
aby otulająca czerń była tak blisko,
jak mijające reminescensje.
Więc, ci co znoszą katusze
niech robią to gdzieś indziej.
Tu wybudowano plac zabaw
dla grzecznych dzieci. (29 wrzesień 1998)

CHOROBA
Kiedy udajemy,
że panująca wokół harmonia
udziela się naszemu nastrojowi,
oni widzą to.
Okłamujemy za aprobatą sztucznych uśmiechów
czy nijakich potakiwań.
Żerujemy na wspólnej świadomości
oddalonego celu.
Wycofujemy z dalszych pytań
na rzecz kurtuazji.
Po angielsku otwierając parasol,
odgradzamy od deszczu zwyczajnych chorób. (30 wrzesień 1998)

ZAZDROŚĆ
Odgradzamy wysokim żywopłotem:
aby w swojej posesji
napawać widokiem namalowanego obrazu.
Trzyma nóż, ponieważ zaatakuje płótno.
Poskromiona przez własny temperament,
zwinie w papier arcydzieło
i podrzuci pod czyjeś drzwi.
Zapomni o narzędziu zbrodni
nazywając je oprócz zazdrością,
historią, której dała początek. (04 październik 1998)

MOJA LITANIA
Moja litania.
Czekanie na widowisko.
Proszę opuść skorupkę
tak jak opuszczałeś ją dotychczas.
To prostsze niż oczekiwanie
na kilka staromodnych scen.
Rzadko rozmawiam,
gdy złożone do pacierza ręce
każą pokornie błagać o twą wielkoduszność,
daleką prawdziwej dobroci.
Bliżej spoczęło rozszarpywanie wnętrzności
osoby gotowej na poświęcenie
swoich najważniejszych wartości.
Pokutujemy. (06 październik 1998)

PO KŁÓTNI
Zabawnie wyglądamy
w źle skrojonym kostiumie.
Dzięki sile rozgoryczenia
tniemy go nożyczkami.
Dziwaczne wzory rysują nieruchome zygzaki w powietrzu
ku pokrzepieniu żarłocznym wilkom.
Przeskakujemy z kamienia na kamień
i tylko echa nam brak,
po którym rozchodzące się głosy
spowiłyby ciszą wszelką złość. (06 październik 1998)

OSTATNIA PRZYJEMNOŚĆ
Potulni Panowie
spoglądają na Panie.
Wszyscy fantazjują.
Powietrze gęstnieje od głębokich westchnień.
Pierścionki wędrują z ręki do ręki.
Diagramy wypełnione są plotkami.
Ponownie drwią
z wzniesionym do góry toastem.
Panie mdleją pod stołami.
Za mury tego świata
przedostał się jeden Pan i jedna Pani,
by wyjadać tropikalne owoce albo wysyłać na eksport.
Sprzedają nielegalny towar,
ale Panowie i Panie muszą fantazjować. (07 październik 1998)

NAZBYT GŁOŚNO
Hałas kroczy pod przymusem,
oczekując zachęty do działania.
Gdy przystaje, błąka pomiędzy ratowaniem a zniszczeniem.
Piramida wstrząsów rozsypuje go,
zapewniając sobie nieśmiertelność.
Nagrany akt walki
jest po wysłuchaniu
balsamem dla ciała, liryczna piosenką.
Wrzucam jedynie monetę do grającej szafy,
a reszta sama wraca. (08 październik 1998)

RUTYNA
Zmęczenie miesza kubki herbaty,
wyręcza z domowych obowiązków.
Dzięki temu mogła nie tak dawno poznać chłopaka,
zarażając go swoją chorobą.
Kopciuszki też się odchudzają, dbają o wygląd.
Inaczej nie miałyby powodzenia.
Pomimo ogólnej przeciętności,
możliwym bywa wybicie się ze skafandra,
w który ubrała ją loteria,
w który ubierają ja zachłanni gracze. (09 październik 1998)

BĘDĄC ORYGINAŁEM
Kopiowanie siebie
warunkujemy komplementami i przyzwyczajeniami.
Oczywiste bezpieczeństwo.
Uzyskane kopie wręczamy
napotkanym wagarowiczom.
Owinięte w nie plotki bądź kanapki
szybko znikają za parawanem.
Mordercza wyliczanka eliminuje kopie.
W drugiej rundzie oryginały
z dokuczającym bólem głowy kradną książki.
Czytają o szansach,
które same zmarnowały.
Podkreślają dialogi
jakie nie użyły w identycznych momentach. (24 październik 1998)


SŁABA WOLA
Wstajesz z krzesła
cięższego niż postanowienie o podjęciu decyzji.
Odsuwasz aby stanowiło symbol odtrącenia.
Morderczym wysiłkiem
zmuszasz nogi do balansowania
na narysowanej kredą linii.
Wasza odległość przyciąga cię.
Manipuluje.
Chwiejesz się na linii.
Gdyby nie spojrzenie w dół,
zdobyłbyś tron z naprzeciwka
…… przeznaczony dla odważnych. (24 październik 1998)

ALARM
Budzisz z niesmakiem w ustach.
Spoconą od łez poduszką
zgniatasz w martwej dłoni.
W poszukiwaniu zagubionego skarbu,
ciskasz w ścianę budzikiem.
Odbity od bieli element pęka.
Grające pozytywki monotonnie kręcą wokół osi
każde przekleństwo.
Wijąc niczym wąż,
połykasz smaczną przynętę.
Nocna lampka alarmuje mieszkańców bajkolandu
o natychmiastowej ewakuacji;
kuchennymi drzwiami
wprost do jaskini nieświadomości. (26 październik 1998)

ZADANIE
Interpretujemy wspak dwuznaczności.
Bez specjalnych przygotowań
okratowujemy puste ramki dzikich namiętności.
Zbyt często dochodzi do konfrontacji,
aby uśmiechem ugasić pożar.
Gdzieś tam wysoko z góry
oglądamy nakręcony film.
Chciałoby się wielu rzeczom zapobiec,
ale brak prostoty
wypełnia luki w nieprawidłowych ćwiczeniach. (29 październik 1998)

STRZYKAWKI
Lekkie latawce
fruwają nad długimi rzekami żył,
zatapiają w nich warkocze wstążek.
Umoczone w krwi, ociężale wzbijają do góry.
Zgorszeni, łapią je siatkami na motyle.
Niesmak spływa kroplami z ust….
Po szyi nabrzmiałej z wycieńczenia. (22 grudzień 1998)

NIE TA SAMA
Pękł balon
na brudną od tuszu ścieżkę łez.
I chodź serwetką wycierasz,
rzęsy zabiorą ci wstydu dowody.
Zastygłe w szoku figury
bez skrupułów wywracasz na podłogę,
aby były winne za centymetry pomyłek.
Wieczorem ponownie zasiądziesz przed toaletką.
Monotonnymi ruchami nadasz kształt farsie. (25 grudzień 1998)

CZYJA TO KOBIETA ?
Skuszona.
Krucha naga kobieta.
Reprezentantka słabej woli
w sidłach kusicieli.
Katuje ciało
aż do pierwszych objawów zmęczenia.
Jak niewolnica oddaje to co ma swojemu Panu.
Martwy byt okłada kostkami lodu
po wylaniu z kieliszka alkoholu.
Wstyd nie pozwala na nie.
Chciwość głosuje za jeszcze.
Ubierzcie ją, ponieważ prowokuje. (25 grudzień 1998)


*****
W skojarzeniach
nadgryzanych z boków.
W sygnałach
pośpiesznie podawanych.
W przyjemnościach
ćwiartowanych przez czarowników.
We mnie siedzi plastikowa lalka.
Pomaga zapalać bądź gasić lampkę obok łóżka.
Pod pościelą zakopałyśmy naiwność i morały.
Unikamy skojarzeń
wysyłanych sygnałami.
Za dodatkowe przyjemności płacimy dwa razy więcej,
by kontrolować odjazdy
zakazanego pociągu. (29 grudzień 1998)

DZIEŁO
Przybieram kształt marionetki.
Sprawiam sobie modne ubranie.
Gram człowieka bez ambicji-
Ułatwiam mu proces ocknięcia się z sofistycznego rozumowania.
Wdrażam w niego obowiązek
systematycznej pracy.
Wydaję dzieło swoim nakładem.

Tym dziełem będzie łóżko.
Łóżko – podstawa snu. (30 grudzień 1998)

GDY JEST JUŻ ZA PÓŹNO
Wywrócono obumarłe krzesło,
tak aby ktoś na nim usiadł.
Zabłąkany desperat szukał schronienia.
Znalazł tutaj.
Ugrzązł w krześle,
przyklejony życzeniem odpoczynku.
Znudziły go marnotrawione godziny.
Siedział.
Po roku krzesłu wyłamał nogi.
Rozpłynął się w wodospadzie łez.
Zamknął w żelaznej klatce,
by malować obumarłe krzesło,
czyniąc rzeczy go otaczające mniej gorzkimi.
Czy to ma jakieś znaczenie?
Chyba nie, bo jest za późno. (30 grudzień 1998)

Permalink Leave a Comment

Czerwiec – Sierpień/June – August 1998

30 December 2009 at 0:35 (Poems/Poetry) ()

WYBÓR
Budzę się do życia
ze wschodzącej gwiazdy.
Niczym muślin siadam
na zastygłych z przerażenia rzeczach.
Klęczę do porannej modlitwy,
przywołując w pamięci obraz znanej osoby.
Ona obserwuje mnie przez dziurkę od klucza….
wbrew kategorycznym zakazom.
W swej pozycji nieruchoma drętwieje,
aby nagle unieść się
I wyjść na zewnątrz.
Wpadamy – zahaczamy ciałem o ciało.
Stojąc wciąż między jednym a drugim
wybieramy to, co niesie ze sobą mniej zła.
Jeśli uniknę wydatków – reszta będzie wyborem niedokonanym,
on później obudzi się na przeciwległej gwieździe. (02 czerwiec 1998)

KAWA
Dosypujemy kawom zbędnej trucizny.
Szczątki kłótni, kłamstw, intryg
opadają na dno filiżanek.
Zabrudzone łyżeczki rażą z tłem bieli.
Wypijamy w pędzie wystygłe i niesmaczne.
Każdy łyk pozostawia w gardle gorycz
trudną do przełknięcia.
We własnych mniemaniach umyta zastawa
świadczy o samooczyszczeniu.
Tymczasowo oddane brudy
wracają za następnym razem.
Jeszcze ciemniejsze i pozbawione cukru,
ponieważ on nic nie jest w stanie osłodzić. (03 czerwiec 1998)

W DESPERACKIM CZYNIE
W zmęczeniu co siada na nogach
kopiuje się dusza samotna.
Zaczytani w reklamach i nekrologach
wystawiamy oferty przez na wpół otwarte okna.
A każda przegrana nie czyni różnicy między nami.
Tak samo do futryn skrada
by raptem poruszyć martwymi nogami
i usiąść okrakiem jak zwykle się siada. (03 czerwiec 1998)

BEZ CZEGOŚ
Odlatujemy do miejsc bez przyszłości.
Zapisana wiadomość jest dla pozostałych bez znaczenia.
Bez niej zagraża nam w dalszym ciągu hipokryzja.
Ze świadomością skojarzeń i bez świadomości,
zakopujemy w schowkach poniszczone dowody.
Dowody bezcenne.
Dowody odlotów kolejnych szybowców,
bez żadnego zabezpieczenia przed wypadkiem.
Bez paraliżującego „bez”. (03 czerwiec 1998)

MOGŁO BYĆ INACZEJ
Pętelki zdarzeń
owijają sobie nasze paluszki
wokół własnych spraw.
Czujemy się docenieni.
Ta ważność powoduje
w pewnym momencie strach przed błahostkami.
Śmiech niczym paradoks niweluje chemię ciała.
Szaleństwo.
Prostota chcąc pomóc
zabija w szybkim tempie rozproszone impulsy.
Zamknięci w szklanych akwariach
szczelnie kryjemy to, co mamy do ukrycia.
Przychodzi dzień, noc….
potem z przykrością stwierdzamy,
iż mogło być inaczej. (07 czerwiec 1998)


WYBACZAJĄC SOBIE
Może należałoby zacząć od powiedzenia:
Bardzo ci dziękuję.
Czasem nie rozumiałeś wszystkiego, co robiłam.
Znosiłam to ze spokojem
jak przymaławe ciuszki dziecka.
Wyrastałam z nich.
Następnym krokiem było odejście.
Byliśmy oboje przygotowani i bardzo ładnie
wypracowaliśmy pożegnalne chwile.
Uspokoiłam gniotący materiał pamięci,
wyszyłam na nim nasze inicjały,
skroiłam wdzięczność,
ponieważ zależało mi na tym.
Każdy człowiek przypominać mi będzie kogoś,
kto był mi bliski.
Czy to ty? Nie. To ta głupiutka dziewczyna,
za którą szalałeś, a której ja wiele rzeczy zazdrościłam. (08 czerwiec 1998)


SZUKAJĄC WYBACZENIA
Gdy nie wystarczy kilka przekonywujących sformułowań,
przychodzi czas na pożegnanie.
Odbite w lustrze marzenia
dławią się utraconymi złudzeniami.
Historia przypadków schowana za rogiem ulicy
chciałaby zrobić sobie na przekór,
ale nie może.
Kupuje czerwone róże
i idzie z przeprosinami do wypalonych samotników
szukać wybaczenia. (23 czerwiec 1998)

FOTOGRAFIE
Wywołanych kilka fotografii
zieje chłodem oczu, martwych rąk utęsknieniem.
Co minęło wraca…… do łask,
wygrzebuje z pamięci zbędne odpadki.
Nasycić się można nimi będąc żebrakiem
nie podjętego ryzyka.
Podcięte skrzydła przykuły ciało do ziemi.
Wyrywały się czując swąd.
Płoną fotografie.
Puste ramki, zwolnione z zadań
żądają nowych fotografii. (23 czerwiec 1998)

GDZIE JESTEŚ ?
Ciągnące się po podłodze cyferki stają w jednym miejscu.
Obserwują rozwścieczony kalendarz,
Pokornie przepraszając.
Wczoraj były czyjeś imieniny.
Nikt nie zapisał daty.
Pojawia się zbędne „ ale”.
Czy to jest tak ważne?
Można rodzić się i umierać bez wyliczeń.
Odchodzić miarowo, albo nagle znikać.
Ważniejszym jest czuć swój byt
w zamglonym realizmie powtórnego dogorywania
….. w swoich bezmyślnościach.
Gdzie nasz optymizm? (24 Czerwiec 1998 )

W POGONI ZA FAKTAMI
Insynuacja
zrywa pierwsze kapelusze z głów.
Rządzi domysłami.
Upokarza je – niesłusznie.
Po promocyjnej cenie sprzedaje fakty.
Zbyt biedni, aby je kupić przegapiamy obniżkę.
W aptece czekają już na nas
pigułki uspokajające.
Nafaszerowani głupstwami,
nadmiarem bzdur i kłamstw
gładzimy łyse głowy
przed sklepem z galanterią. (24 Czerwiec 1998 )


W MORZU
Ludzie są podglądani
przez dziurki od kluczy.
Wszyscy wydają się niestrudzeni w tym, co robią.
A ponadto wyprzedzają
w coraz nowszych odkryciach;
zaniedbują stare.
Niedokończone sprawy
bywają ważniejsze od pogrywających ambicji.
Fala przypływu cofa ludźmi,
aby nie utonęli w morzu niedoświadczonej zguby,
w których chcieli widzieć
wygraną ostatecznych zmagań. (25 czerwiec 1998)

MARZENIA
Załóżmy, że stanie się tak,
jak byśmy tego chcieli.
Czy będzie wtedy ktoś mógł
zjeść ostatni posiłek,
popić go kryształową wodą,
odejść od stołu…
Nie wybrzydzajmy.
Bycie zwykłym człowiekiem to obowiązek.
Obowiązki należy wypełniać.
A pojawiające się czasem pokusy wystarczy przełknąć.
Milej jest marzyć o tym, czego nie mamy.
To powód do bycia oprócz zwykłym człowiekiem,
kimś niepowtarzalnym i niezwykłym. (25 Czerwiec 1998 )

ANKIETA
Skreślamy ankiety albo upodabniamy do śmieci.
Usytuowani w jakimś otoczeniu
wyrażamy humanitarnością
komfort bezpieczeństwa i możliwość schronienia.
Zapełniamy statystyki schematami.
Analizując dotychczasowe braki,
napawamy się jeszcze większą odrazą
do kartek, w których każą nam
zmieścić swoje życie.
Być ponad, być rozległym i obszernym opisem
……to perspektywa nowego wyzwania…………
inny zestaw ankiet.
-tak. Leżą na wyższej półce. (28 Czerwiec 1998 )

WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ
W każdym przychodzi
ochota na uwielbienie.
Rozbudzonymi ogniami przeszły jak po ciele ciarki.
Niezliczona ilość przysiąg
z wyczerpania wątpi w siebie.
Tutejszy zwyczaj dyktuje godzinę uwielbienia.
Burzliwa, rozpasana, rozhukana namiętność,
Zręcznie pożera spodziewających się.
Dzikie żądze nasłuchują
powstanie bladych rumieńców.
Przed prawdziwym rajem
wywieszono tabliczkę: „ Na sprzedaż”
Ktoś nas uprzedził. Wykupiony. (28 czerwiec 1998)


ODKRYCIE
Bohaterowie dnia wczorajszego,
upadłe maski sądu wiecznego.
Myśliwi, zastygli w klepsydrach odzysku,
słabi, maluczcy, zwolnieni z ucisku.
Sprawiedliwości stanie się zadość.
Przygotowany transparent z napisem: nagość.
Otumanieni i pijani, w błogosławionym geście,
resztę padliny lwom na pożarcie nieście.
Porwane racje, głupie kłamanie,
dzielące od wieków niebiańskim posłaniem.
Martwe odkrycia o brzasku –
– zakopane głowy w przybrzeżnym piasku. (03 Lipiec 1998)

LISTA KUPIONYCH ZAKUPÓW
Udawać, że się czegoś
nie rozumie, widzi, słyszy.
Insynuować naszkicowane w powietrzu dowody.
Zachować pozory niewinności,
w nadrabianych minami wielokropkach.
Budzić z letargu biografie:
Pośredników dat ważności.
Akcentować luksusowe banialuki.
Egzekwować nieposłuszeństwo. (03 Lipiec 1998)

ZYSKIWANIE
Potrafimy odjechać, nie wrócić.
Teraźniejszością zamydlić oczy,
by patrząc na znajomą twarz…
po prostu minąć.
Przyzwyczajając do obecnych obowiązków
tęsknić za tym, co było.
Znosimy wiele, ale nie wszystko.
Jeśli akceptujemy lub bronimy siebie
przed krainą cieni;
rozwodem – niekoniecznie małżeńskim
odzyskamy utracone lata.
Odseparowany kawałek pysznego ciasta. (03 Lipiec 1998)


JABŁKO
Obierając jabłko, poprosiłam
by nigdy nie traktował mnie poważnie.
Przytłoczona ciężarem zjedzonego z owocem słowa,
mogłabym umrzeć, uduszona odpowiedzialnością.
To samolubnie lekkomyślne widzieć
tylko konfitury, dżemy.
Jabłko – przeżytek odrzucony w zwyczajnej szarości.
Więc nie przecz, że oduczyłbyś mnie
obieranie jabłek
i zjadania swoich owoców dojrzałości. (05 Lipiec 1998)

O PRACĘ
Przy kawie szukamy ogłoszeń o pracę.
O więcej pieniędzy.
Słodzisz? Od kiedy?
Kolejny wydatek, dodatek do kawy.
Zatrudnieni, trwonimy zarobki
na zbędne przyjemności.
Przy kawie szukamy ogłoszeń o pracę
z lepszymi od poprzednich wynagrodzeniami.
Nie słodzisz? Szkoda. Ja zaczęłam.
Na to nas jeszcze stać. (05 Lipiec 1998)

WIATR
Oplótł bezwładnym ramieniem me ramię
poczym klęknął, wijąc wokół kostek.
Cofnął do tyłu.
Raptem całą swoją siłą przylgnął do mnie.
Trzymał w objęciach.
Rozbierał.
Przejmował dreszczem w wstydzie nagości.
Oglądał z każdej strony,
A pieszcząc uda posuwał się dalej.
Dalej… dalej… wyżej.
Przestań wietrze. (05 Lipiec 1998)

EROTYK
W pełni szukam inności;
Szczelin miedzy naszym ciałem.
Dzisiaj maluję usta na czerwono.
Jutro będę dawkować czerwone fantazje.
Zaspokoimy pierwszy głód
lizaniem miodu ze spodeczka.
Poparzysz mnie kwasem zaufania,
a wtedy wyleję wrzątek wierności na twoja głowę.
Z podartych ciuchów zacznie sączyć się woń pożądania.
Krzykliwe oczy skażemy na dożywocie ślepoty.
Strzała amora przeszyje nasze ciało.
Będziemy straceni. (05 Lipiec 1998)


WIELKA SZKODA
Codziennie ta sama ściana szkła
lustruje wzajemne potrzeby.
Zostawiłeś samą,
z wszystkim co mi niepotrzebne.
Oddalasz nas,
łapiąc ostatnie krople łez
z górnych krawędzi oczu.
Mokną w wiaderku
postawionym między nami.
Tak zwyczajnie czekają na coś.
Zasłaniamy się firankami
przed niepotrzebnym bólem
i opuszczamy ścianę szkła z rezygnacją.
Szkoda, że nie rzucisz już we mnie swoim sercem. (13 Lipiec 1998)

DOŚWIADCZENIE
Wydarzenia,
które równie dobrze jak istnieją,
mogłyby nie istnieć,
sprowadzają życie psychiczne
do bycia wieloma zagadkami.
Wypowiadamy coś rozsądnego.
Marnujemy wzbierającą w nas ochotę na szczerość.
Zamykamy powieki
krwiste zachody słońca.
Już za późno.
Pomylilibyśmy wiele aby z zakamarków duszy
wyciągnąć wiązkę jasnego światła.
Niezauważeni
zestarzejemy się z ciałem. (17 Lipiec 1998)

NIEPEWNOŚĆ
Patrzyłam a nią ze strachem,
który niespodziewanie wtargnął
do skarbca lekkich perypetii.
Pomiędzy szantażem a namolnością
zlizywała z palców słodycz
…… dla mnie aż za słodką.
Kręciła filmy ku czci
wzniosłego przywiązania i oddania
mojej osobie.
Dodam; porzuciłam ją tak szybko
jak szybko wrzuca się zbędne papiery do kosza. (20 Lipiec 1998)

PRZESZŁOŚĆ
Pozostają i ustają krzyki.
Za mglistym parawanem marzeń sennych
brzydkie maskotki
wystawiono na pastwę podglądaczy.
Zgaszono światło.
Tym, którzy chcieli uczyć się
i tym, którzy bali się ciemności
pozwolono czasami żałować
nie dochodzących do ich uszu krzyków.
Wyłączono prąd. Opłaty nie dokonał abonament. (02 Sierpień 1998)

PRZYSZŁOŚĆ
Zbyt blisko niej stoimy
by móc uciec.
Omiatamy wzrokiem paryskie kawiarenki.
Rezerwujemy miejsce na zaś…
A zaproszeni goście potulnie oczekują
oprócz podziękowań, słów zachęty.
Wiatr wygania z salonu do przedpokoju,
gdzie mamy pod plikiem dokumentów
znaleźć notatkę z wczoraj….
Bardzo prawdopodobne,
że nastąpiły zmiany.
Od nich trzeba się dowiedzieć,
gdzie udzielane są dalsze informacje;
Może przyjmą kartę kredytową. (03 Sierpień 1998)

WYBÓR
Obojętnie przed czyimi uczuciami się wzbraniamy
auto ironia powstrzyma nas.
Z samo sugestią siądziemy przy kawie,
porozmawiamy o dalekich choćby libido
aspektach pożądania.
Wrócimy do pożółkłych książek,
znajdziemy kilka oczywistych prawd,
które służyły niczym knebel,
a teraz same obezwładniają.
Wybierać dla kaprysu- próżność.
Wybierać z rozsądku- materializm.
Wybierać sercem- zaakceptować uczucia. (03 Sierpień 1998)


PRZEZNACZENIE
Wszystko, co ma swoje granice,
oplątano pajęczą nicią przeznaczenia.
Porozrzucanymi kartkami depczemy ziemię,
brudzimy naturalne jej kolory.
Chwile zastanowienia zabierają racjonalizm.
Podstawiają kicz,
każą nosić na plecach.
Wolne istoty kolekcjonują
a potem budują domy z kart.
Podwójnie słabi odpoczywamy w wynajętym pokoiku.
Ślady pajęczyn na ścianach
przywodzą dawne wspomnienia.
Wandalizmem przegraliśmy
jedno z rozdań pokera. (13 Sierpień 1998)

NOWINY
Wyciągnąłeś żebra w pustym gniewie,
narażając martwy otwór ciała na zdradę.
Wystukiwany palcami o parapet rytm
wieje karłowatym uniesieniem.
Potrzebujesz lamp kłaniających abażurami,
zwęglających obce części
twych nabrzmiałych członków.
Kołyszesz biodrami z chęci zwrócenia uwagi
na siedzącego w twoim brzuchu
skrzypka.
Ćwiczycie jednostajne ruchy lamp,
powodowane podmuchami wiejącego uniesienia.
Obwieszczacie dobre nowiny
małym, latającym istotkom. (23 sierpień 1998)

CODZIENNA PRASA
Wyrywamy wpół zamkniętym koszom
pogniecione gazety.
Przeglądamy artykuły i nekrologii.
To z tych szeleszczących stron
dowiadujemy się o własnych zmartwieniach.
W pogoni za tym, co warte ocalenia,
potykamy o ciążące nawet niekoniecznie
w dłoni, przykre informacje.
Pożyczający gazety
mają na tyle rozumu,
by po przejrzeniu wyrzucić do śmieci.
Nagłówkom dają szansę pójścia w niepamięć
a nam przekazania najnowszych wiadomości,
spędzających sen z powiek.
Zapisujemy nimi cały świat. (26 sierpień 1998)

WERDYKT
Na ich życzenie fatygujemy się,
rozkoszujemy smakiem zgniłego owocu.
Egocentrycy utrzymują pod kontrolą
rozdawane w bonach akty dobrej łaski.
Przesadzają w ostrożności.
Poskramiają zdrady,
abyśmy zapomnieli o głównym zamiarze,
czasem wyślizgującym od uczestnictwa w zawodach. (27 sierpień 1998)

ŚMIERTELNA CHOROBA
Był to dzień przebudzenia,
zerwania ze ścian wygrawerowanych zer
świadczących o własnym safandulstwie.
Minęły bezpowrotnie
spotkania z trucicielem.
Zasłonięta czarnym woalem, schylam nad grobem.
Rozpływam w łatwowierności.
Oto stoję przed wami bez upiększeń.
Pierwszorzędny pracownik.
Potrafię siąść ze zgromadzonymi przy stole.
Zatruć posiłkiem
o wygórowanej cenie. (28 sierpień 1998)

Permalink Leave a Comment

Styczeń – Maj/January – May 1998

29 December 2009 at 23:22 (Poems/Poetry) ()

SUCHE FAKTY
Nic nie zasługuje na pamięć.
Nikt nie zasługuje na cień zainteresowania.
Można przybrać każdą twarz.
Wszystko podlega bezustannej krytyce.
Czerpiemy z niej siłę choć jej nie mamy.
Im bardziej, tym częściej… nie będąc sobą.
Każdy głos wyrocznią.
Własny głos rozpaczy niepewnością.
Dane personalne nie informują
o uczuciach każdego……. policzonego.
Jesteśmy liczbą w niepoliczalnym wszechświecie. (01 styczeń 1998)

*****
Suszę się na sznurku,
ociekając słodkością z wszelkich spłatanych figlów.
Przepadam za taką formą lenistwa,
choć okazuje się, iż specyficznie ją odbieram.
Upodabnia mnie to do rzeczy będących bez sił aby coś jeszcze zrobić.
Łączę ze sznurkami anty – świetlaną przyszłość.
Jakoś wiszę. (02 styczeń 1998)

WALIZKA
Mieszczę się w spakowanej walizce
stojącej pod drzwiami.
Tak mało z sobą niosłam
aby tu dotrzeć.
Siedzę na niej z cierpliwością
jakiej brak wielu ludziom.
Na jednym robię wrażenie……..
całkowicie zapominając,
że nie tu mnie chciano.
Efektami swojej podróży dzielę się z walizką,
która mieści mój szlachetny cel
w największej przegródce. (02 styczeń 1998)


ŚWIATEŁKO DO NIKĄD
Tam gdzie jest bardzo ciemno
tli się światełko.
Ja.
Niesiona echem strachu
wyrywam z rozpaczy serce.
Gasnę miarowo.
Nikt nie patrzy,
bo na to się nie patrzy.
Popełniłam samobójstwo,
ponieważ tylko tak mogę coś popełnić.
Nie żyjąc, nadal świecę dla tych,
którzy w mym światełku
pokładali nadzieję,
oczekując na jej nadejście. (03 styczeń 1998)

SŁODKOŚĆ
Smakujesz mdło
aż nie chce się jeść.
Tracisz słodysz,
a może to ja ją wyjadłam?
Chudnę z głodu.
Niedożywiona stołuję się w miejscach,
gdzie gorzka lepkość klei się do ust.
Umieram z powodu wielu braków.
Ten głód był tylko pretekstem
do skonfrontowania jak zareagujesz.
Niedopatrzeniem moim była fascynacja,
która pojawia się na początku każdej znajomości.
Później to tylko rutyna i opatrzenie sobą,
a więc głód i brak…….. słodkości. (20 styczeń 1998)

W CZYIMŚ ŚNIE
Przebudzona atłasową pościelą,
osuwam się niczym element.
Głośno powiedz
dokąd nie mam wstępu.
Karmiona prawdą czekam na inną.
Kunsztowność twych sprzeczności
sensownie sobie wytłumaczę.
W lapidarnych, lekkich domysłach
wymienię się z kimś nadzwyczajnością prawdy.
Za późno na szukanie przeznaczenia
we wspólnej omylności.
Neguj a będę twoim snem. (20 styczeń 1998)

MĘTLIK
Sprzeciwem wyrażamy byle banał,
który burzliwie i szybko się kończy.
Wciąż błądząc po mapach młodości
toczymy walkę za losy nie mogących z tym pogodzić.
Prawie nigdy nie zawodzimy
w tym co należało by zawieść.
Ogólnie przyjęte normy zachowania
głuchną na myśl o czyimś talencie…..
Odrzucona wrażliwość niczym bezbronna istota
kuleje i wytrzymuje nawet to. (25 styczeń 1998)

LENISTWO
Kończę zdanie.
Mija się z celem przechodzenie zamkniętym tunelem.
Dopływam do pustych brzegów,
w poszukiwaniu usprawiedliwionych nieobecności.
Powodowana ograniczeniami,
przyczyniam się do uchyleń od obowiązujących mnie zasad.
Czasem występuję jako maniera
nacechowana przyziemnościami,
ale tak naprawdę to czymś więcej mogę się wykazać. (25 styczeń 1998)

PARADOKS DNIA
Kontynuujemy rzeczywistością dnia w taki sposób,
jakby w różnych swych odmianach
przybierał pozę kogoś bezużytecznego
i wtenczas powstrzymywał od zaprzeczeń.
Wychodzimy na ostatecznych ratowników,
ściśle odpowiadających podstawowym formom rzeczywistości.
Markujemy większość skutków tych zbrodni
a następnego dnia rano
spokojnie czytając gazetę, pijemy kawę
i rozkoszujemy świeżością pieczywa z masłem. (26 styczeń 1998)


KRZYWDA
Dajemy upust swemu niezadowoleniu
poprzez krzyk.
Agresja jest często wynikiem poczucia krzywdy,
odwetu za tę krzywdę.
Droga do jej wyeliminowania
jest nadal daleka,
wydłuża swoje palce – próbuje szarpnąć od tyłu.
Zanurza się w nas
niczym atrakcyjna rusałka.
Pozujemy w dwóch aktach.
Wywołane negatywy znikają.
Ciszę wypełniamy krzykiem. (26 styczeń 1998)

MOTYW ZBRODNI… WSZELKIEGO RODZAJU
Skromność ciągnęła za sobą odpowiedzialność
złośliwości, nieuczciwości, despotyzmu.
Tolerancja – bezmyślna,
gdyż jej szczerość uparcie dąży do prymitywizmu.
Duma samotna, narażona na niebezpieczeństwo
majaczy przez sen.
Własne sumienie szuka pojednania z samolubstwem.
Manipulacje, rozkazy, kontrasty – same sobie.
Kim jestem i gdzie jestem? (01 luty 1998)

ZŁAMANE SERCE
Przebiłam.
Pulsowało,
ale teraz wyciekło.
Miałam co sprzątać.
Nie podoba mi się.
Brak miejsca, bo ogromne.
Wstyd mi.
No więc gdzie to schować….
Poczekam do jutra.
Zobaczymy co powiesz. (01 luty 1998)

SPOJRZENIE (TWOJE)
Jak już powiedziałam
krępuje mnie.
Trzęsie milczącym ciałem.
Panuję nad sytuacją,
ale raptem apogeum trzęsienia.
Pragnienie.
Modlitwa.
Wiecznie zamknięta w spojrzeniu,
na skrzydłach motyla lecę do nieba. (02 luty 1998)

SŁOWO
Pytaniem, rozkazem, ciszą.
Tylko słowem.
Bez przerwy z nim.
Narkotyk….
Dobry znajomy.
Czarna owca rodziny.
Przyszłość czyni niczym
wobec długów.
Tak walczy. (02 luty 1998)

DEKALOG
Wynagradza dobro, karze zło.
Zmieniają pozycję –
Wynagradza zło, karze dobro.
Dezorientacja wywołana nami…
Prostackie urozmaicenie
stacza na dno ostatnie ideały-
Idealnie popsute,
partacko naprawione.
Doprowadzony do porządku
łudzisz się, ufając sobie.
On wróci. (02 luty 1998)

PRAWDZIWE SPOJRZENIE
W przypływie gniewu
otworzono ci oczy.
To co widzisz, dalekie jest od
wyimaginowanego scenariusza z tobą w roli głównej.
Chciałbyś aby było tak jak dawniej.
„Dawniej” przepadło w spojrzeniu,
obwiniającym napotkane przedmioty.
Pozwalasz mu umrzeć,
bo ono kiedyś umarło dla ciebie.
Naprawdę. (04 luty 1998)

W NAGŁYM PRZYPADKU
Naprawiło by ulec popsuciu.
Zniszczyło się w nas.
Jak wszystko.
Wiecznie nie można być naiwnym.
Każdy cios uczy samoobrony.
Umiesz świetnie
więc doceń.
Udowodnij swą potęgę,
niczego w zamian nie żądając.
Poprawisz sobie humor faktem,
iż odnajdzie się specjalista od nagłych usterek. (04 luty 1998)

NA MOMENT – RADOŚĆ
Dostarcza niebywałych wrażeń.
Wywołuje refleksje.
Wnika w głębsze warstwy swego znaczenia.
Stara się odcisnąć piętno
na strzępach życiorysu.
Najistotniejszym cechom pozwala kołatać
między pasemkami dni i nocy.
Centralne miejsce w jego istnieniu zajmuje problematyka
o wiele bardziej smutniejsza niż ta,
którą opisujemy na mało potrzebnych kartkach,
kreujących nasze style. (09 luty 1998)

KOMUŚ DRUGIEMU
Pozbywamy się wartości niezaprzeczalnych
na rzecz drugiej osoby.
Nie pomagają poszukiwania ukrytych sensów i znaczeń
toniemy.
Rozpaczliwie spieszymy się do siebie.
Czyjaś obecność poplamiła
negatywną rysą całą duszę.
Żywimy szczerą chęć odwetu,
nadal nienagannie się zachowując.
W szalenie istotnym momencie cofamy do źródeł zła.
Zmywamy z ciała… drugą osobę. (09 luty 1998)

DECYZJA
Za karę
oskubujemy piórka ze skrzydeł.
Dręcząca czerń
przykuwa wzrok.
Nie ważne kim jesteś.
Zanurzmy się w mleku
a będzie zdrowo.
Na zegarze moich miejsc
pisze podobnie.
Pare mokrych lotek
wyznacza współrzędne istnienia.
Czasu coraz mniej-
biel albo czerń.
Podpowiedz. (06 marzec 1998)

Z ZASKOCZENIA
Mogę sobie podziękować
za słowa powstrzymane przed zapomnieniem.
Zwykle uprzedzam
podobną kolej rzeczy,
z czego za każdym razem
czerpię wiele radości.
A gdy zapominam już o całym zajściu,
ukryta siła wyrywa się
i atakuje mnie.
Bezsilnie. (09 marzec 1998)

RYTM
Zabiegana w czeluściach prawd
trudnych do przyjęcia,
stoisz za małym sklepem
z nie kupowanym przez nikogo towarem.
Toczysz walkę z tym,
co się nie stanie-
– mniej wysiłku.
Kolejki wydłużają ciężkie statki zakupów
a zmęczenie pulsuje w rytmie,
jaki nadajesz podczas wskazywania palcem
…….. w moją stronę……… (10 marzec 1998)

EKSPERYMENT
Myślałeś, że milczenie
zapobiegnie porażkom słownym.
Spieszyłeś się z tym założeniem,
bo było w stanie zawieść.
Przekrój osiowy ciała
chudł i marszczył .
Nie dbasz jak niegdyś.
Siedząc na twoim fotelu
bawiłam się milczeniem;
Dla mnie to tylko cisza.
Spleśniała od łez podłoga
ustępowała w rowkach
należycie wypełnionych brudem.
Też eksperymentowała. (14 marzec 1998)

PODZIAŁ
Budzisz
nieświadomy mego zmęczenia.
Wspólnym ciepłem stapiamy ciała.
Odpływają ostatnie wątpliwości
można by tak było pozostać na zawsze,
ale inni czekają….
Nie należy w egoistyczny sposób
przyzwyczajać do jednego.
Trzeba dzielić się sobą z każdym,
kto tego chce. (15 marzec 1998)

ULEGAĆ WPŁYWOM
Schowałeś po amatorsku
kilka płatków kwiatów do szuflady.
Miały być ukryte przede mną,
ponieważ wystrzegałam się śmiecenia tam,
gdzie było ono krępujące.
Otwierając jedną zauważyłam
obumarłe resztki sypkiego, barwnego popiołu,
ulotnego i nietrwałego
niczym bunt przeciw mym zakazom.
Następnego razu już nie doczekały,
gdyż pomogłeś im zniknąć.
Sprzątając, ciekawe kogo bardziej się brzydziłeś;
Mnie za despotyzm
czy siebie za uległość. (10 kwiecień 1998)

CZAS
Przespany pół czas.
Zakopany w czarnej ziemi.
Drugie pół zjem później,
gdy nikt nie będzie widział.
Choć „nic” już nie znaczy,
mam wrażenie jakby dążył do doskonalenia.
Patetycznie patrzył na zatopione w nim ostrze,
obmyślając nowy plan swych narodzin.

Stoi krzyż na grobie.
Na pustym grobie!
Szybciej czas się nas pozbędzie niż my jego. (12 kwiecień 1998)


CHCĄC AKCEPTACJI
Nie jestem zwierzątkiem
użalającym nad sobą.
Byłabym taka, gdyby nocą
nie zabłysło nowych tysiąc gwiazd.
Ale dla mnie zajaśniały.
Otuliłam się na wszelki wypadek
mleczną ścieżką;
przed chłodem i niepowodzeniami.
Chłód może czaić się za każdą gwiazdką,
którą chcę dosięgnąć.
Spycham to prawdopodobieństwo w cień księżyca.
Z tęsknoty do prawdy
wysyłam list na ziemię,
aby mi uwierzono, że wolę nie być człowiekiem. (23 maj 1998)

ROZTERKI
Łudzę się, że gdy jesteś blisko
pragniesz wrażeń należących….
do mojego obowiązku.
Drżę, gdy twój szybki wóz mknie
na przełaj obojętności,
zgniatającej folię.
Nią przykrywałeś swoje potrzeby,
opierając się słońcu
świecącemu z mojej prośby.
Przeciwny zachowaniu
jakim miałam zamiar polepszyć nasze stosunki
krzyczysz na nią za to,
że ją kochasz….
A to mnie obdarowujesz prezentem,
który na dodatek nie umiem rozpakować. (24 maj 1998)


WALKA
Wygrałam.
Mogłam się tego spodziewać.
Zaczarowała was.
Rytmicznym pstrykaniem palców
uśpiła czujność.
Mruczała jak wielki kot.
Podniecała
wodząc dookoła ust aż do głębi warg.
Moje słowa są jak gwałt
tak codzienny, że aż strach.
Gdzieś głęboko wygrała.
Moje słowa pod pręgierzem
tak okrutnym – innych słów.
Przywróciły was, ale pozostało.
Ona jutro nie skończy…..
Będziemy się biły. (24 maj 1998)

APOKALIPSA
Jest noc.
Wieczorowa suknia wisi na wieszaku.
Mężczyzna ze snów tańczy bez partnerki.
Pojawia się motyw śmierci.
Goście patrzą karcąco,
więc opuszcza ich.
To przez nią zaczyna płonąć tancerz.
Nie zwracają uwagi,
ponieważ psychiatra tak kazał.
Nadbiega mokra i naga dziewczyna.
Stojąc przed zebranymi
zaczęła kołysać biodrami….
Wyciągają ręce by dotknąć ciała.
Po chwili przemieniona w sowę odfrunęła.
Las przecząco kręci głową.
Słychać czyjeś kroki.
Uciekają.
Na zawsze. (24 maj 1998)

COŚ ZA COŚ
Martwy ptak drogowskazem i przestrogą.
Szczerze umieram z nim.
Rozszarpane ciało opiekam w piekarniku.
Smakuje wrogom.
Krwi, której nie mam.
Łez, które mokną.
Dni, które zwlekają.
Oddam je.
Najpierw pokażcie szczęście. (29 maj 1998)

WBREW
Rzucam cienie
na brudne ściany poczekalni.
Siedzimy wszyscy w milczeniu,
w rosnącym zniecierpliwieniu czekania
na naszą kolej.
Jeden odchodzi, drugi wątpi,
mnie nikt nie obchodzi.
Mogę roztaczać swoją obojętnością
czarny kurz, niczym popiołem rozsypywanym przez wiatr
…… gdzieś poza granicę jego możliwości.
Otworzyły się drzwi.
Padło moje nazwisko.
Nie dowierzałam własnym uszom.
I może dlatego zamiast kierować się we właściwą stronę
uciekłam,
aby przedłużyć swoją młodość. (29 maj 1998)


SNY
Drogę zagrodził mi zagubiony chłopiec.
Szukał mamy.
Stała blisko nas.
Mały zauważył, podbiegł.
Obróciła się w stronę witryny sklepu.
Udawała nieznajomą.
W każdej widział mamę.
One wszystkie okradały go.
Wyglądał jak okruszek na talerzyku
po zjedzonym ciastku.
Strzepnięty ze stołu
podzielił los dzieci,
nawiedzających nas podczas snu. (29 maj 1998)

DO MIŁOŚCI
No chodź, nie bój się.
Ja też mogę.
Ja też chcę.
Dlaczego to robisz…… każdy tak samo?
Wydawałaś się łatwiejsza –
– moja upragniona.
Zawiodłaś mnie.
Tyle mówiono i pisano. To kłamstwa.
Ty też kiedyś będziesz żałowała.
Przypomnimy się. (29 maj 1998)

Permalink Leave a Comment

Next page »