Czerwiec/June 2011 (4)

29 June 2011 at 20:40 (Poems/Poetry)

ROZLANA FARBA ROZPACZY
Nie widzenie twojej twarzy
jest szukaniem samego siebie.
Zbawienny ruch mięśnia serca.
Ulga.

Bez zbędnych konwenansów
tak miało być.
Miłe słowa nie rozplączą
drutu kolczastego
wokół odchudzonych doznań.
Przywarł.
Piecze od brutalności
pierwotnych intencji.

Bezgraniczną ufnością podszyta
budzisz obrzydzenie.
Ciało powalone na wznak
odstrasza w dramatycznym powiewie.

Chciałbym ci zapłacić
abyś tak jak przyszła boso
już (sobie) poszła.
Łzami wyliczasz sumę
wypluwanych obietnic.
Ustami spierzchniętymi od liczenia
szepczesz jak bardzo parzę złem.
Rozkładam albo składam ręce
dla świętego spokoju. (28 czerwca 2011)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: