Wrzesień – Grudzień/September – December 1998

30 December 2009 at 0:43 (Poems/Poetry) ()

PORZĄDKI
Cichniemy z powracającym echa tchnieniem,
mocząc pranie w zimnej wodzie.
Ocieramy o wilgotną skórę,
ale wzajemna szorstkość hamuje przypływ
dobrych bodźców.
Z morzem dociera sól wydobyta z dna.
Suszony na sznurku parasol
kapie kroplami wyludnienia.
Zebrane w koszyku, jak grzyby, słowa
porywają te krople.
Drugie pranie robimy w nich.
Sól soli nie równa.
Zmęczenie z pewnością… równe. (27 wrzesień 1998)

*****
rekrutacja
racja
monopolizacja
informacja
manifestacja
urbanizacja
likwidacja
argumentacja
dezorientacja
spekulacja

A co z nami ? (28 wrzesień 1998)

NA KONIEC
Jestem obok twojej logiki-
– w pół żywa, ale bogata.
Grasz o sobie samym,
ale tyle w tym pomyłek.
Czy aby podołasz temu scenariuszowi?
Mnie zwolnili już dawno.
Ta historia się źle skończyła.
Zapalé papierosa,
by zgasić się w niedopałku.
Zgnieciony pod ciężarem buta

wymyśl wytłumaczenie,
dla którego miałabym spodziewać się
czegoś więcej po sobie.
Jesteś obok mojej logiki-
– żywy, ale biedny. (27 wrzesień 1998)

KOLEJKA
Kolejka po szczęście jest długa.
Stoimy daleko.
Zmuszeni do czekania liczymy pieniądze.
Ktoś kogoś przepuścił.
Za plecami wszczęto kłótnie.
Rozpadają się pomału układane przez lata klocki.
Szczęście musi być najstosowniejszym akcentem
prozaicznie wylęknionego świadomością
istnienia snem.
Nieoczekiwana wiadomość karze wracać.
Dzięki niej inni będą o jedno miejsce bliżej.
My poświęcamy czas dotychczasowym sprawom,
obserwując powracających z rozczarowaniem na twarzy….
oni na pewno stali w złej kolejce.
Zbyt mało za szczęście zapłacili. (27 wrzesień 1998)

ZAWIEŚĆ SIĘ NA…..
Drukowane litery ostrzegają.
Zabiegane, zdyszane wylewają z ust
dawno przeczytane wiadomości.
Podskakują do góry,
a żółty wiatr zgarnia każdą z nich do worka.
Zdążyliśmy go chwycić,
wytrząsnąć całą żółć,
zabrać worek.
Zamiast liter znaleźliśmy w środku liście-
Całe zamieszanie oddało obcą część.

Jutro drukowane litery będą ostrzegać,
ale kto je posłucha ?
Z premedytacja uciekają
w okolicznościach tylko im znanym
przed: przecież już wiemy! (29 wrzesień 1998)

PO LATACH
Rutynowe misje.
Bez zaangażowania.
Ciągną welon smutku.
Wiele panien młodych
upadło w krwawe ramiona błędu.
Popsuło nasz stereotyp pełnoletności.
Ciernie, nagrywane sprzeczki,
pomniki codzienności.
Mamy przyjemność mienić wszystkimi kolorami,
aby otulająca czerń była tak blisko,
jak mijające reminescensje.
Więc, ci co znoszą katusze
niech robią to gdzieś indziej.
Tu wybudowano plac zabaw
dla grzecznych dzieci. (29 wrzesień 1998)

CHOROBA
Kiedy udajemy,
że panująca wokół harmonia
udziela się naszemu nastrojowi,
oni widzą to.
Okłamujemy za aprobatą sztucznych uśmiechów
czy nijakich potakiwań.
Żerujemy na wspólnej świadomości
oddalonego celu.
Wycofujemy z dalszych pytań
na rzecz kurtuazji.
Po angielsku otwierając parasol,
odgradzamy od deszczu zwyczajnych chorób. (30 wrzesień 1998)

ZAZDROŚĆ
Odgradzamy wysokim żywopłotem:
aby w swojej posesji
napawać widokiem namalowanego obrazu.
Trzyma nóż, ponieważ zaatakuje płótno.
Poskromiona przez własny temperament,
zwinie w papier arcydzieło
i podrzuci pod czyjeś drzwi.
Zapomni o narzędziu zbrodni
nazywając je oprócz zazdrością,
historią, której dała początek. (04 październik 1998)

MOJA LITANIA
Moja litania.
Czekanie na widowisko.
Proszę opuść skorupkę
tak jak opuszczałeś ją dotychczas.
To prostsze niż oczekiwanie
na kilka staromodnych scen.
Rzadko rozmawiam,
gdy złożone do pacierza ręce
każą pokornie błagać o twą wielkoduszność,
daleką prawdziwej dobroci.
Bliżej spoczęło rozszarpywanie wnętrzności
osoby gotowej na poświęcenie
swoich najważniejszych wartości.
Pokutujemy. (06 październik 1998)

PO KŁÓTNI
Zabawnie wyglądamy
w źle skrojonym kostiumie.
Dzięki sile rozgoryczenia
tniemy go nożyczkami.
Dziwaczne wzory rysują nieruchome zygzaki w powietrzu
ku pokrzepieniu żarłocznym wilkom.
Przeskakujemy z kamienia na kamień
i tylko echa nam brak,
po którym rozchodzące się głosy
spowiłyby ciszą wszelką złość. (06 październik 1998)

OSTATNIA PRZYJEMNOŚĆ
Potulni Panowie
spoglądają na Panie.
Wszyscy fantazjują.
Powietrze gęstnieje od głębokich westchnień.
Pierścionki wędrują z ręki do ręki.
Diagramy wypełnione są plotkami.
Ponownie drwią
z wzniesionym do góry toastem.
Panie mdleją pod stołami.
Za mury tego świata
przedostał się jeden Pan i jedna Pani,
by wyjadać tropikalne owoce albo wysyłać na eksport.
Sprzedają nielegalny towar,
ale Panowie i Panie muszą fantazjować. (07 październik 1998)

NAZBYT GŁOŚNO
Hałas kroczy pod przymusem,
oczekując zachęty do działania.
Gdy przystaje, błąka pomiędzy ratowaniem a zniszczeniem.
Piramida wstrząsów rozsypuje go,
zapewniając sobie nieśmiertelność.
Nagrany akt walki
jest po wysłuchaniu
balsamem dla ciała, liryczna piosenką.
Wrzucam jedynie monetę do grającej szafy,
a reszta sama wraca. (08 październik 1998)

RUTYNA
Zmęczenie miesza kubki herbaty,
wyręcza z domowych obowiązków.
Dzięki temu mogła nie tak dawno poznać chłopaka,
zarażając go swoją chorobą.
Kopciuszki też się odchudzają, dbają o wygląd.
Inaczej nie miałyby powodzenia.
Pomimo ogólnej przeciętności,
możliwym bywa wybicie się ze skafandra,
w który ubrała ją loteria,
w który ubierają ja zachłanni gracze. (09 październik 1998)

BĘDĄC ORYGINAŁEM
Kopiowanie siebie
warunkujemy komplementami i przyzwyczajeniami.
Oczywiste bezpieczeństwo.
Uzyskane kopie wręczamy
napotkanym wagarowiczom.
Owinięte w nie plotki bądź kanapki
szybko znikają za parawanem.
Mordercza wyliczanka eliminuje kopie.
W drugiej rundzie oryginały
z dokuczającym bólem głowy kradną książki.
Czytają o szansach,
które same zmarnowały.
Podkreślają dialogi
jakie nie użyły w identycznych momentach. (24 październik 1998)


SŁABA WOLA
Wstajesz z krzesła
cięższego niż postanowienie o podjęciu decyzji.
Odsuwasz aby stanowiło symbol odtrącenia.
Morderczym wysiłkiem
zmuszasz nogi do balansowania
na narysowanej kredą linii.
Wasza odległość przyciąga cię.
Manipuluje.
Chwiejesz się na linii.
Gdyby nie spojrzenie w dół,
zdobyłbyś tron z naprzeciwka
…… przeznaczony dla odważnych. (24 październik 1998)

ALARM
Budzisz z niesmakiem w ustach.
Spoconą od łez poduszką
zgniatasz w martwej dłoni.
W poszukiwaniu zagubionego skarbu,
ciskasz w ścianę budzikiem.
Odbity od bieli element pęka.
Grające pozytywki monotonnie kręcą wokół osi
każde przekleństwo.
Wijąc niczym wąż,
połykasz smaczną przynętę.
Nocna lampka alarmuje mieszkańców bajkolandu
o natychmiastowej ewakuacji;
kuchennymi drzwiami
wprost do jaskini nieświadomości. (26 październik 1998)

ZADANIE
Interpretujemy wspak dwuznaczności.
Bez specjalnych przygotowań
okratowujemy puste ramki dzikich namiętności.
Zbyt często dochodzi do konfrontacji,
aby uśmiechem ugasić pożar.
Gdzieś tam wysoko z góry
oglądamy nakręcony film.
Chciałoby się wielu rzeczom zapobiec,
ale brak prostoty
wypełnia luki w nieprawidłowych ćwiczeniach. (29 październik 1998)

STRZYKAWKI
Lekkie latawce
fruwają nad długimi rzekami żył,
zatapiają w nich warkocze wstążek.
Umoczone w krwi, ociężale wzbijają do góry.
Zgorszeni, łapią je siatkami na motyle.
Niesmak spływa kroplami z ust….
Po szyi nabrzmiałej z wycieńczenia. (22 grudzień 1998)

NIE TA SAMA
Pękł balon
na brudną od tuszu ścieżkę łez.
I chodź serwetką wycierasz,
rzęsy zabiorą ci wstydu dowody.
Zastygłe w szoku figury
bez skrupułów wywracasz na podłogę,
aby były winne za centymetry pomyłek.
Wieczorem ponownie zasiądziesz przed toaletką.
Monotonnymi ruchami nadasz kształt farsie. (25 grudzień 1998)

CZYJA TO KOBIETA ?
Skuszona.
Krucha naga kobieta.
Reprezentantka słabej woli
w sidłach kusicieli.
Katuje ciało
aż do pierwszych objawów zmęczenia.
Jak niewolnica oddaje to co ma swojemu Panu.
Martwy byt okłada kostkami lodu
po wylaniu z kieliszka alkoholu.
Wstyd nie pozwala na nie.
Chciwość głosuje za jeszcze.
Ubierzcie ją, ponieważ prowokuje. (25 grudzień 1998)


*****
W skojarzeniach
nadgryzanych z boków.
W sygnałach
pośpiesznie podawanych.
W przyjemnościach
ćwiartowanych przez czarowników.
We mnie siedzi plastikowa lalka.
Pomaga zapalać bądź gasić lampkę obok łóżka.
Pod pościelą zakopałyśmy naiwność i morały.
Unikamy skojarzeń
wysyłanych sygnałami.
Za dodatkowe przyjemności płacimy dwa razy więcej,
by kontrolować odjazdy
zakazanego pociągu. (29 grudzień 1998)

DZIEŁO
Przybieram kształt marionetki.
Sprawiam sobie modne ubranie.
Gram człowieka bez ambicji-
Ułatwiam mu proces ocknięcia się z sofistycznego rozumowania.
Wdrażam w niego obowiązek
systematycznej pracy.
Wydaję dzieło swoim nakładem.

Tym dziełem będzie łóżko.
Łóżko – podstawa snu. (30 grudzień 1998)

GDY JEST JUŻ ZA PÓŹNO
Wywrócono obumarłe krzesło,
tak aby ktoś na nim usiadł.
Zabłąkany desperat szukał schronienia.
Znalazł tutaj.
Ugrzązł w krześle,
przyklejony życzeniem odpoczynku.
Znudziły go marnotrawione godziny.
Siedział.
Po roku krzesłu wyłamał nogi.
Rozpłynął się w wodospadzie łez.
Zamknął w żelaznej klatce,
by malować obumarłe krzesło,
czyniąc rzeczy go otaczające mniej gorzkimi.
Czy to ma jakieś znaczenie?
Chyba nie, bo jest za późno. (30 grudzień 1998)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: