Czerwiec – Sierpień/June – August 1998

30 December 2009 at 0:35 (Poems/Poetry) ()

WYBÓR
Budzę się do życia
ze wschodzącej gwiazdy.
Niczym muślin siadam
na zastygłych z przerażenia rzeczach.
Klęczę do porannej modlitwy,
przywołując w pamięci obraz znanej osoby.
Ona obserwuje mnie przez dziurkę od klucza….
wbrew kategorycznym zakazom.
W swej pozycji nieruchoma drętwieje,
aby nagle unieść się
I wyjść na zewnątrz.
Wpadamy – zahaczamy ciałem o ciało.
Stojąc wciąż między jednym a drugim
wybieramy to, co niesie ze sobą mniej zła.
Jeśli uniknę wydatków – reszta będzie wyborem niedokonanym,
on później obudzi się na przeciwległej gwieździe. (02 czerwiec 1998)

KAWA
Dosypujemy kawom zbędnej trucizny.
Szczątki kłótni, kłamstw, intryg
opadają na dno filiżanek.
Zabrudzone łyżeczki rażą z tłem bieli.
Wypijamy w pędzie wystygłe i niesmaczne.
Każdy łyk pozostawia w gardle gorycz
trudną do przełknięcia.
We własnych mniemaniach umyta zastawa
świadczy o samooczyszczeniu.
Tymczasowo oddane brudy
wracają za następnym razem.
Jeszcze ciemniejsze i pozbawione cukru,
ponieważ on nic nie jest w stanie osłodzić. (03 czerwiec 1998)

W DESPERACKIM CZYNIE
W zmęczeniu co siada na nogach
kopiuje się dusza samotna.
Zaczytani w reklamach i nekrologach
wystawiamy oferty przez na wpół otwarte okna.
A każda przegrana nie czyni różnicy między nami.
Tak samo do futryn skrada
by raptem poruszyć martwymi nogami
i usiąść okrakiem jak zwykle się siada. (03 czerwiec 1998)

BEZ CZEGOŚ
Odlatujemy do miejsc bez przyszłości.
Zapisana wiadomość jest dla pozostałych bez znaczenia.
Bez niej zagraża nam w dalszym ciągu hipokryzja.
Ze świadomością skojarzeń i bez świadomości,
zakopujemy w schowkach poniszczone dowody.
Dowody bezcenne.
Dowody odlotów kolejnych szybowców,
bez żadnego zabezpieczenia przed wypadkiem.
Bez paraliżującego „bez”. (03 czerwiec 1998)

MOGŁO BYĆ INACZEJ
Pętelki zdarzeń
owijają sobie nasze paluszki
wokół własnych spraw.
Czujemy się docenieni.
Ta ważność powoduje
w pewnym momencie strach przed błahostkami.
Śmiech niczym paradoks niweluje chemię ciała.
Szaleństwo.
Prostota chcąc pomóc
zabija w szybkim tempie rozproszone impulsy.
Zamknięci w szklanych akwariach
szczelnie kryjemy to, co mamy do ukrycia.
Przychodzi dzień, noc….
potem z przykrością stwierdzamy,
iż mogło być inaczej. (07 czerwiec 1998)


WYBACZAJĄC SOBIE
Może należałoby zacząć od powiedzenia:
Bardzo ci dziękuję.
Czasem nie rozumiałeś wszystkiego, co robiłam.
Znosiłam to ze spokojem
jak przymaławe ciuszki dziecka.
Wyrastałam z nich.
Następnym krokiem było odejście.
Byliśmy oboje przygotowani i bardzo ładnie
wypracowaliśmy pożegnalne chwile.
Uspokoiłam gniotący materiał pamięci,
wyszyłam na nim nasze inicjały,
skroiłam wdzięczność,
ponieważ zależało mi na tym.
Każdy człowiek przypominać mi będzie kogoś,
kto był mi bliski.
Czy to ty? Nie. To ta głupiutka dziewczyna,
za którą szalałeś, a której ja wiele rzeczy zazdrościłam. (08 czerwiec 1998)


SZUKAJĄC WYBACZENIA
Gdy nie wystarczy kilka przekonywujących sformułowań,
przychodzi czas na pożegnanie.
Odbite w lustrze marzenia
dławią się utraconymi złudzeniami.
Historia przypadków schowana za rogiem ulicy
chciałaby zrobić sobie na przekór,
ale nie może.
Kupuje czerwone róże
i idzie z przeprosinami do wypalonych samotników
szukać wybaczenia. (23 czerwiec 1998)

FOTOGRAFIE
Wywołanych kilka fotografii
zieje chłodem oczu, martwych rąk utęsknieniem.
Co minęło wraca…… do łask,
wygrzebuje z pamięci zbędne odpadki.
Nasycić się można nimi będąc żebrakiem
nie podjętego ryzyka.
Podcięte skrzydła przykuły ciało do ziemi.
Wyrywały się czując swąd.
Płoną fotografie.
Puste ramki, zwolnione z zadań
żądają nowych fotografii. (23 czerwiec 1998)

GDZIE JESTEŚ ?
Ciągnące się po podłodze cyferki stają w jednym miejscu.
Obserwują rozwścieczony kalendarz,
Pokornie przepraszając.
Wczoraj były czyjeś imieniny.
Nikt nie zapisał daty.
Pojawia się zbędne „ ale”.
Czy to jest tak ważne?
Można rodzić się i umierać bez wyliczeń.
Odchodzić miarowo, albo nagle znikać.
Ważniejszym jest czuć swój byt
w zamglonym realizmie powtórnego dogorywania
….. w swoich bezmyślnościach.
Gdzie nasz optymizm? (24 Czerwiec 1998 )

W POGONI ZA FAKTAMI
Insynuacja
zrywa pierwsze kapelusze z głów.
Rządzi domysłami.
Upokarza je – niesłusznie.
Po promocyjnej cenie sprzedaje fakty.
Zbyt biedni, aby je kupić przegapiamy obniżkę.
W aptece czekają już na nas
pigułki uspokajające.
Nafaszerowani głupstwami,
nadmiarem bzdur i kłamstw
gładzimy łyse głowy
przed sklepem z galanterią. (24 Czerwiec 1998 )


W MORZU
Ludzie są podglądani
przez dziurki od kluczy.
Wszyscy wydają się niestrudzeni w tym, co robią.
A ponadto wyprzedzają
w coraz nowszych odkryciach;
zaniedbują stare.
Niedokończone sprawy
bywają ważniejsze od pogrywających ambicji.
Fala przypływu cofa ludźmi,
aby nie utonęli w morzu niedoświadczonej zguby,
w których chcieli widzieć
wygraną ostatecznych zmagań. (25 czerwiec 1998)

MARZENIA
Załóżmy, że stanie się tak,
jak byśmy tego chcieli.
Czy będzie wtedy ktoś mógł
zjeść ostatni posiłek,
popić go kryształową wodą,
odejść od stołu…
Nie wybrzydzajmy.
Bycie zwykłym człowiekiem to obowiązek.
Obowiązki należy wypełniać.
A pojawiające się czasem pokusy wystarczy przełknąć.
Milej jest marzyć o tym, czego nie mamy.
To powód do bycia oprócz zwykłym człowiekiem,
kimś niepowtarzalnym i niezwykłym. (25 Czerwiec 1998 )

ANKIETA
Skreślamy ankiety albo upodabniamy do śmieci.
Usytuowani w jakimś otoczeniu
wyrażamy humanitarnością
komfort bezpieczeństwa i możliwość schronienia.
Zapełniamy statystyki schematami.
Analizując dotychczasowe braki,
napawamy się jeszcze większą odrazą
do kartek, w których każą nam
zmieścić swoje życie.
Być ponad, być rozległym i obszernym opisem
……to perspektywa nowego wyzwania…………
inny zestaw ankiet.
-tak. Leżą na wyższej półce. (28 Czerwiec 1998 )

WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ
W każdym przychodzi
ochota na uwielbienie.
Rozbudzonymi ogniami przeszły jak po ciele ciarki.
Niezliczona ilość przysiąg
z wyczerpania wątpi w siebie.
Tutejszy zwyczaj dyktuje godzinę uwielbienia.
Burzliwa, rozpasana, rozhukana namiętność,
Zręcznie pożera spodziewających się.
Dzikie żądze nasłuchują
powstanie bladych rumieńców.
Przed prawdziwym rajem
wywieszono tabliczkę: „ Na sprzedaż”
Ktoś nas uprzedził. Wykupiony. (28 czerwiec 1998)


ODKRYCIE
Bohaterowie dnia wczorajszego,
upadłe maski sądu wiecznego.
Myśliwi, zastygli w klepsydrach odzysku,
słabi, maluczcy, zwolnieni z ucisku.
Sprawiedliwości stanie się zadość.
Przygotowany transparent z napisem: nagość.
Otumanieni i pijani, w błogosławionym geście,
resztę padliny lwom na pożarcie nieście.
Porwane racje, głupie kłamanie,
dzielące od wieków niebiańskim posłaniem.
Martwe odkrycia o brzasku –
– zakopane głowy w przybrzeżnym piasku. (03 Lipiec 1998)

LISTA KUPIONYCH ZAKUPÓW
Udawać, że się czegoś
nie rozumie, widzi, słyszy.
Insynuować naszkicowane w powietrzu dowody.
Zachować pozory niewinności,
w nadrabianych minami wielokropkach.
Budzić z letargu biografie:
Pośredników dat ważności.
Akcentować luksusowe banialuki.
Egzekwować nieposłuszeństwo. (03 Lipiec 1998)

ZYSKIWANIE
Potrafimy odjechać, nie wrócić.
Teraźniejszością zamydlić oczy,
by patrząc na znajomą twarz…
po prostu minąć.
Przyzwyczajając do obecnych obowiązków
tęsknić za tym, co było.
Znosimy wiele, ale nie wszystko.
Jeśli akceptujemy lub bronimy siebie
przed krainą cieni;
rozwodem – niekoniecznie małżeńskim
odzyskamy utracone lata.
Odseparowany kawałek pysznego ciasta. (03 Lipiec 1998)


JABŁKO
Obierając jabłko, poprosiłam
by nigdy nie traktował mnie poważnie.
Przytłoczona ciężarem zjedzonego z owocem słowa,
mogłabym umrzeć, uduszona odpowiedzialnością.
To samolubnie lekkomyślne widzieć
tylko konfitury, dżemy.
Jabłko – przeżytek odrzucony w zwyczajnej szarości.
Więc nie przecz, że oduczyłbyś mnie
obieranie jabłek
i zjadania swoich owoców dojrzałości. (05 Lipiec 1998)

O PRACĘ
Przy kawie szukamy ogłoszeń o pracę.
O więcej pieniędzy.
Słodzisz? Od kiedy?
Kolejny wydatek, dodatek do kawy.
Zatrudnieni, trwonimy zarobki
na zbędne przyjemności.
Przy kawie szukamy ogłoszeń o pracę
z lepszymi od poprzednich wynagrodzeniami.
Nie słodzisz? Szkoda. Ja zaczęłam.
Na to nas jeszcze stać. (05 Lipiec 1998)

WIATR
Oplótł bezwładnym ramieniem me ramię
poczym klęknął, wijąc wokół kostek.
Cofnął do tyłu.
Raptem całą swoją siłą przylgnął do mnie.
Trzymał w objęciach.
Rozbierał.
Przejmował dreszczem w wstydzie nagości.
Oglądał z każdej strony,
A pieszcząc uda posuwał się dalej.
Dalej… dalej… wyżej.
Przestań wietrze. (05 Lipiec 1998)

EROTYK
W pełni szukam inności;
Szczelin miedzy naszym ciałem.
Dzisiaj maluję usta na czerwono.
Jutro będę dawkować czerwone fantazje.
Zaspokoimy pierwszy głód
lizaniem miodu ze spodeczka.
Poparzysz mnie kwasem zaufania,
a wtedy wyleję wrzątek wierności na twoja głowę.
Z podartych ciuchów zacznie sączyć się woń pożądania.
Krzykliwe oczy skażemy na dożywocie ślepoty.
Strzała amora przeszyje nasze ciało.
Będziemy straceni. (05 Lipiec 1998)


WIELKA SZKODA
Codziennie ta sama ściana szkła
lustruje wzajemne potrzeby.
Zostawiłeś samą,
z wszystkim co mi niepotrzebne.
Oddalasz nas,
łapiąc ostatnie krople łez
z górnych krawędzi oczu.
Mokną w wiaderku
postawionym między nami.
Tak zwyczajnie czekają na coś.
Zasłaniamy się firankami
przed niepotrzebnym bólem
i opuszczamy ścianę szkła z rezygnacją.
Szkoda, że nie rzucisz już we mnie swoim sercem. (13 Lipiec 1998)

DOŚWIADCZENIE
Wydarzenia,
które równie dobrze jak istnieją,
mogłyby nie istnieć,
sprowadzają życie psychiczne
do bycia wieloma zagadkami.
Wypowiadamy coś rozsądnego.
Marnujemy wzbierającą w nas ochotę na szczerość.
Zamykamy powieki
krwiste zachody słońca.
Już za późno.
Pomylilibyśmy wiele aby z zakamarków duszy
wyciągnąć wiązkę jasnego światła.
Niezauważeni
zestarzejemy się z ciałem. (17 Lipiec 1998)

NIEPEWNOŚĆ
Patrzyłam a nią ze strachem,
który niespodziewanie wtargnął
do skarbca lekkich perypetii.
Pomiędzy szantażem a namolnością
zlizywała z palców słodycz
…… dla mnie aż za słodką.
Kręciła filmy ku czci
wzniosłego przywiązania i oddania
mojej osobie.
Dodam; porzuciłam ją tak szybko
jak szybko wrzuca się zbędne papiery do kosza. (20 Lipiec 1998)

PRZESZŁOŚĆ
Pozostają i ustają krzyki.
Za mglistym parawanem marzeń sennych
brzydkie maskotki
wystawiono na pastwę podglądaczy.
Zgaszono światło.
Tym, którzy chcieli uczyć się
i tym, którzy bali się ciemności
pozwolono czasami żałować
nie dochodzących do ich uszu krzyków.
Wyłączono prąd. Opłaty nie dokonał abonament. (02 Sierpień 1998)

PRZYSZŁOŚĆ
Zbyt blisko niej stoimy
by móc uciec.
Omiatamy wzrokiem paryskie kawiarenki.
Rezerwujemy miejsce na zaś…
A zaproszeni goście potulnie oczekują
oprócz podziękowań, słów zachęty.
Wiatr wygania z salonu do przedpokoju,
gdzie mamy pod plikiem dokumentów
znaleźć notatkę z wczoraj….
Bardzo prawdopodobne,
że nastąpiły zmiany.
Od nich trzeba się dowiedzieć,
gdzie udzielane są dalsze informacje;
Może przyjmą kartę kredytową. (03 Sierpień 1998)

WYBÓR
Obojętnie przed czyimi uczuciami się wzbraniamy
auto ironia powstrzyma nas.
Z samo sugestią siądziemy przy kawie,
porozmawiamy o dalekich choćby libido
aspektach pożądania.
Wrócimy do pożółkłych książek,
znajdziemy kilka oczywistych prawd,
które służyły niczym knebel,
a teraz same obezwładniają.
Wybierać dla kaprysu- próżność.
Wybierać z rozsądku- materializm.
Wybierać sercem- zaakceptować uczucia. (03 Sierpień 1998)


PRZEZNACZENIE
Wszystko, co ma swoje granice,
oplątano pajęczą nicią przeznaczenia.
Porozrzucanymi kartkami depczemy ziemię,
brudzimy naturalne jej kolory.
Chwile zastanowienia zabierają racjonalizm.
Podstawiają kicz,
każą nosić na plecach.
Wolne istoty kolekcjonują
a potem budują domy z kart.
Podwójnie słabi odpoczywamy w wynajętym pokoiku.
Ślady pajęczyn na ścianach
przywodzą dawne wspomnienia.
Wandalizmem przegraliśmy
jedno z rozdań pokera. (13 Sierpień 1998)

NOWINY
Wyciągnąłeś żebra w pustym gniewie,
narażając martwy otwór ciała na zdradę.
Wystukiwany palcami o parapet rytm
wieje karłowatym uniesieniem.
Potrzebujesz lamp kłaniających abażurami,
zwęglających obce części
twych nabrzmiałych członków.
Kołyszesz biodrami z chęci zwrócenia uwagi
na siedzącego w twoim brzuchu
skrzypka.
Ćwiczycie jednostajne ruchy lamp,
powodowane podmuchami wiejącego uniesienia.
Obwieszczacie dobre nowiny
małym, latającym istotkom. (23 sierpień 1998)

CODZIENNA PRASA
Wyrywamy wpół zamkniętym koszom
pogniecione gazety.
Przeglądamy artykuły i nekrologii.
To z tych szeleszczących stron
dowiadujemy się o własnych zmartwieniach.
W pogoni za tym, co warte ocalenia,
potykamy o ciążące nawet niekoniecznie
w dłoni, przykre informacje.
Pożyczający gazety
mają na tyle rozumu,
by po przejrzeniu wyrzucić do śmieci.
Nagłówkom dają szansę pójścia w niepamięć
a nam przekazania najnowszych wiadomości,
spędzających sen z powiek.
Zapisujemy nimi cały świat. (26 sierpień 1998)

WERDYKT
Na ich życzenie fatygujemy się,
rozkoszujemy smakiem zgniłego owocu.
Egocentrycy utrzymują pod kontrolą
rozdawane w bonach akty dobrej łaski.
Przesadzają w ostrożności.
Poskramiają zdrady,
abyśmy zapomnieli o głównym zamiarze,
czasem wyślizgującym od uczestnictwa w zawodach. (27 sierpień 1998)

ŚMIERTELNA CHOROBA
Był to dzień przebudzenia,
zerwania ze ścian wygrawerowanych zer
świadczących o własnym safandulstwie.
Minęły bezpowrotnie
spotkania z trucicielem.
Zasłonięta czarnym woalem, schylam nad grobem.
Rozpływam w łatwowierności.
Oto stoję przed wami bez upiększeń.
Pierwszorzędny pracownik.
Potrafię siąść ze zgromadzonymi przy stole.
Zatruć posiłkiem
o wygórowanej cenie. (28 sierpień 1998)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: