Styczeń – Maj/January – May 1998

29 December 2009 at 23:22 (Poems/Poetry) ()

SUCHE FAKTY
Nic nie zasługuje na pamięć.
Nikt nie zasługuje na cień zainteresowania.
Można przybrać każdą twarz.
Wszystko podlega bezustannej krytyce.
Czerpiemy z niej siłę choć jej nie mamy.
Im bardziej, tym częściej… nie będąc sobą.
Każdy głos wyrocznią.
Własny głos rozpaczy niepewnością.
Dane personalne nie informują
o uczuciach każdego……. policzonego.
Jesteśmy liczbą w niepoliczalnym wszechświecie. (01 styczeń 1998)

*****
Suszę się na sznurku,
ociekając słodkością z wszelkich spłatanych figlów.
Przepadam za taką formą lenistwa,
choć okazuje się, iż specyficznie ją odbieram.
Upodabnia mnie to do rzeczy będących bez sił aby coś jeszcze zrobić.
Łączę ze sznurkami anty – świetlaną przyszłość.
Jakoś wiszę. (02 styczeń 1998)

WALIZKA
Mieszczę się w spakowanej walizce
stojącej pod drzwiami.
Tak mało z sobą niosłam
aby tu dotrzeć.
Siedzę na niej z cierpliwością
jakiej brak wielu ludziom.
Na jednym robię wrażenie……..
całkowicie zapominając,
że nie tu mnie chciano.
Efektami swojej podróży dzielę się z walizką,
która mieści mój szlachetny cel
w największej przegródce. (02 styczeń 1998)


ŚWIATEŁKO DO NIKĄD
Tam gdzie jest bardzo ciemno
tli się światełko.
Ja.
Niesiona echem strachu
wyrywam z rozpaczy serce.
Gasnę miarowo.
Nikt nie patrzy,
bo na to się nie patrzy.
Popełniłam samobójstwo,
ponieważ tylko tak mogę coś popełnić.
Nie żyjąc, nadal świecę dla tych,
którzy w mym światełku
pokładali nadzieję,
oczekując na jej nadejście. (03 styczeń 1998)

SŁODKOŚĆ
Smakujesz mdło
aż nie chce się jeść.
Tracisz słodysz,
a może to ja ją wyjadłam?
Chudnę z głodu.
Niedożywiona stołuję się w miejscach,
gdzie gorzka lepkość klei się do ust.
Umieram z powodu wielu braków.
Ten głód był tylko pretekstem
do skonfrontowania jak zareagujesz.
Niedopatrzeniem moim była fascynacja,
która pojawia się na początku każdej znajomości.
Później to tylko rutyna i opatrzenie sobą,
a więc głód i brak…….. słodkości. (20 styczeń 1998)

W CZYIMŚ ŚNIE
Przebudzona atłasową pościelą,
osuwam się niczym element.
Głośno powiedz
dokąd nie mam wstępu.
Karmiona prawdą czekam na inną.
Kunsztowność twych sprzeczności
sensownie sobie wytłumaczę.
W lapidarnych, lekkich domysłach
wymienię się z kimś nadzwyczajnością prawdy.
Za późno na szukanie przeznaczenia
we wspólnej omylności.
Neguj a będę twoim snem. (20 styczeń 1998)

MĘTLIK
Sprzeciwem wyrażamy byle banał,
który burzliwie i szybko się kończy.
Wciąż błądząc po mapach młodości
toczymy walkę za losy nie mogących z tym pogodzić.
Prawie nigdy nie zawodzimy
w tym co należało by zawieść.
Ogólnie przyjęte normy zachowania
głuchną na myśl o czyimś talencie…..
Odrzucona wrażliwość niczym bezbronna istota
kuleje i wytrzymuje nawet to. (25 styczeń 1998)

LENISTWO
Kończę zdanie.
Mija się z celem przechodzenie zamkniętym tunelem.
Dopływam do pustych brzegów,
w poszukiwaniu usprawiedliwionych nieobecności.
Powodowana ograniczeniami,
przyczyniam się do uchyleń od obowiązujących mnie zasad.
Czasem występuję jako maniera
nacechowana przyziemnościami,
ale tak naprawdę to czymś więcej mogę się wykazać. (25 styczeń 1998)

PARADOKS DNIA
Kontynuujemy rzeczywistością dnia w taki sposób,
jakby w różnych swych odmianach
przybierał pozę kogoś bezużytecznego
i wtenczas powstrzymywał od zaprzeczeń.
Wychodzimy na ostatecznych ratowników,
ściśle odpowiadających podstawowym formom rzeczywistości.
Markujemy większość skutków tych zbrodni
a następnego dnia rano
spokojnie czytając gazetę, pijemy kawę
i rozkoszujemy świeżością pieczywa z masłem. (26 styczeń 1998)


KRZYWDA
Dajemy upust swemu niezadowoleniu
poprzez krzyk.
Agresja jest często wynikiem poczucia krzywdy,
odwetu za tę krzywdę.
Droga do jej wyeliminowania
jest nadal daleka,
wydłuża swoje palce – próbuje szarpnąć od tyłu.
Zanurza się w nas
niczym atrakcyjna rusałka.
Pozujemy w dwóch aktach.
Wywołane negatywy znikają.
Ciszę wypełniamy krzykiem. (26 styczeń 1998)

MOTYW ZBRODNI… WSZELKIEGO RODZAJU
Skromność ciągnęła za sobą odpowiedzialność
złośliwości, nieuczciwości, despotyzmu.
Tolerancja – bezmyślna,
gdyż jej szczerość uparcie dąży do prymitywizmu.
Duma samotna, narażona na niebezpieczeństwo
majaczy przez sen.
Własne sumienie szuka pojednania z samolubstwem.
Manipulacje, rozkazy, kontrasty – same sobie.
Kim jestem i gdzie jestem? (01 luty 1998)

ZŁAMANE SERCE
Przebiłam.
Pulsowało,
ale teraz wyciekło.
Miałam co sprzątać.
Nie podoba mi się.
Brak miejsca, bo ogromne.
Wstyd mi.
No więc gdzie to schować….
Poczekam do jutra.
Zobaczymy co powiesz. (01 luty 1998)

SPOJRZENIE (TWOJE)
Jak już powiedziałam
krępuje mnie.
Trzęsie milczącym ciałem.
Panuję nad sytuacją,
ale raptem apogeum trzęsienia.
Pragnienie.
Modlitwa.
Wiecznie zamknięta w spojrzeniu,
na skrzydłach motyla lecę do nieba. (02 luty 1998)

SŁOWO
Pytaniem, rozkazem, ciszą.
Tylko słowem.
Bez przerwy z nim.
Narkotyk….
Dobry znajomy.
Czarna owca rodziny.
Przyszłość czyni niczym
wobec długów.
Tak walczy. (02 luty 1998)

DEKALOG
Wynagradza dobro, karze zło.
Zmieniają pozycję –
Wynagradza zło, karze dobro.
Dezorientacja wywołana nami…
Prostackie urozmaicenie
stacza na dno ostatnie ideały-
Idealnie popsute,
partacko naprawione.
Doprowadzony do porządku
łudzisz się, ufając sobie.
On wróci. (02 luty 1998)

PRAWDZIWE SPOJRZENIE
W przypływie gniewu
otworzono ci oczy.
To co widzisz, dalekie jest od
wyimaginowanego scenariusza z tobą w roli głównej.
Chciałbyś aby było tak jak dawniej.
„Dawniej” przepadło w spojrzeniu,
obwiniającym napotkane przedmioty.
Pozwalasz mu umrzeć,
bo ono kiedyś umarło dla ciebie.
Naprawdę. (04 luty 1998)

W NAGŁYM PRZYPADKU
Naprawiło by ulec popsuciu.
Zniszczyło się w nas.
Jak wszystko.
Wiecznie nie można być naiwnym.
Każdy cios uczy samoobrony.
Umiesz świetnie
więc doceń.
Udowodnij swą potęgę,
niczego w zamian nie żądając.
Poprawisz sobie humor faktem,
iż odnajdzie się specjalista od nagłych usterek. (04 luty 1998)

NA MOMENT – RADOŚĆ
Dostarcza niebywałych wrażeń.
Wywołuje refleksje.
Wnika w głębsze warstwy swego znaczenia.
Stara się odcisnąć piętno
na strzępach życiorysu.
Najistotniejszym cechom pozwala kołatać
między pasemkami dni i nocy.
Centralne miejsce w jego istnieniu zajmuje problematyka
o wiele bardziej smutniejsza niż ta,
którą opisujemy na mało potrzebnych kartkach,
kreujących nasze style. (09 luty 1998)

KOMUŚ DRUGIEMU
Pozbywamy się wartości niezaprzeczalnych
na rzecz drugiej osoby.
Nie pomagają poszukiwania ukrytych sensów i znaczeń
toniemy.
Rozpaczliwie spieszymy się do siebie.
Czyjaś obecność poplamiła
negatywną rysą całą duszę.
Żywimy szczerą chęć odwetu,
nadal nienagannie się zachowując.
W szalenie istotnym momencie cofamy do źródeł zła.
Zmywamy z ciała… drugą osobę. (09 luty 1998)

DECYZJA
Za karę
oskubujemy piórka ze skrzydeł.
Dręcząca czerń
przykuwa wzrok.
Nie ważne kim jesteś.
Zanurzmy się w mleku
a będzie zdrowo.
Na zegarze moich miejsc
pisze podobnie.
Pare mokrych lotek
wyznacza współrzędne istnienia.
Czasu coraz mniej-
biel albo czerń.
Podpowiedz. (06 marzec 1998)

Z ZASKOCZENIA
Mogę sobie podziękować
za słowa powstrzymane przed zapomnieniem.
Zwykle uprzedzam
podobną kolej rzeczy,
z czego za każdym razem
czerpię wiele radości.
A gdy zapominam już o całym zajściu,
ukryta siła wyrywa się
i atakuje mnie.
Bezsilnie. (09 marzec 1998)

RYTM
Zabiegana w czeluściach prawd
trudnych do przyjęcia,
stoisz za małym sklepem
z nie kupowanym przez nikogo towarem.
Toczysz walkę z tym,
co się nie stanie-
– mniej wysiłku.
Kolejki wydłużają ciężkie statki zakupów
a zmęczenie pulsuje w rytmie,
jaki nadajesz podczas wskazywania palcem
…….. w moją stronę……… (10 marzec 1998)

EKSPERYMENT
Myślałeś, że milczenie
zapobiegnie porażkom słownym.
Spieszyłeś się z tym założeniem,
bo było w stanie zawieść.
Przekrój osiowy ciała
chudł i marszczył .
Nie dbasz jak niegdyś.
Siedząc na twoim fotelu
bawiłam się milczeniem;
Dla mnie to tylko cisza.
Spleśniała od łez podłoga
ustępowała w rowkach
należycie wypełnionych brudem.
Też eksperymentowała. (14 marzec 1998)

PODZIAŁ
Budzisz
nieświadomy mego zmęczenia.
Wspólnym ciepłem stapiamy ciała.
Odpływają ostatnie wątpliwości
można by tak było pozostać na zawsze,
ale inni czekają….
Nie należy w egoistyczny sposób
przyzwyczajać do jednego.
Trzeba dzielić się sobą z każdym,
kto tego chce. (15 marzec 1998)

ULEGAĆ WPŁYWOM
Schowałeś po amatorsku
kilka płatków kwiatów do szuflady.
Miały być ukryte przede mną,
ponieważ wystrzegałam się śmiecenia tam,
gdzie było ono krępujące.
Otwierając jedną zauważyłam
obumarłe resztki sypkiego, barwnego popiołu,
ulotnego i nietrwałego
niczym bunt przeciw mym zakazom.
Następnego razu już nie doczekały,
gdyż pomogłeś im zniknąć.
Sprzątając, ciekawe kogo bardziej się brzydziłeś;
Mnie za despotyzm
czy siebie za uległość. (10 kwiecień 1998)

CZAS
Przespany pół czas.
Zakopany w czarnej ziemi.
Drugie pół zjem później,
gdy nikt nie będzie widział.
Choć „nic” już nie znaczy,
mam wrażenie jakby dążył do doskonalenia.
Patetycznie patrzył na zatopione w nim ostrze,
obmyślając nowy plan swych narodzin.

Stoi krzyż na grobie.
Na pustym grobie!
Szybciej czas się nas pozbędzie niż my jego. (12 kwiecień 1998)


CHCĄC AKCEPTACJI
Nie jestem zwierzątkiem
użalającym nad sobą.
Byłabym taka, gdyby nocą
nie zabłysło nowych tysiąc gwiazd.
Ale dla mnie zajaśniały.
Otuliłam się na wszelki wypadek
mleczną ścieżką;
przed chłodem i niepowodzeniami.
Chłód może czaić się za każdą gwiazdką,
którą chcę dosięgnąć.
Spycham to prawdopodobieństwo w cień księżyca.
Z tęsknoty do prawdy
wysyłam list na ziemię,
aby mi uwierzono, że wolę nie być człowiekiem. (23 maj 1998)

ROZTERKI
Łudzę się, że gdy jesteś blisko
pragniesz wrażeń należących….
do mojego obowiązku.
Drżę, gdy twój szybki wóz mknie
na przełaj obojętności,
zgniatającej folię.
Nią przykrywałeś swoje potrzeby,
opierając się słońcu
świecącemu z mojej prośby.
Przeciwny zachowaniu
jakim miałam zamiar polepszyć nasze stosunki
krzyczysz na nią za to,
że ją kochasz….
A to mnie obdarowujesz prezentem,
który na dodatek nie umiem rozpakować. (24 maj 1998)


WALKA
Wygrałam.
Mogłam się tego spodziewać.
Zaczarowała was.
Rytmicznym pstrykaniem palców
uśpiła czujność.
Mruczała jak wielki kot.
Podniecała
wodząc dookoła ust aż do głębi warg.
Moje słowa są jak gwałt
tak codzienny, że aż strach.
Gdzieś głęboko wygrała.
Moje słowa pod pręgierzem
tak okrutnym – innych słów.
Przywróciły was, ale pozostało.
Ona jutro nie skończy…..
Będziemy się biły. (24 maj 1998)

APOKALIPSA
Jest noc.
Wieczorowa suknia wisi na wieszaku.
Mężczyzna ze snów tańczy bez partnerki.
Pojawia się motyw śmierci.
Goście patrzą karcąco,
więc opuszcza ich.
To przez nią zaczyna płonąć tancerz.
Nie zwracają uwagi,
ponieważ psychiatra tak kazał.
Nadbiega mokra i naga dziewczyna.
Stojąc przed zebranymi
zaczęła kołysać biodrami….
Wyciągają ręce by dotknąć ciała.
Po chwili przemieniona w sowę odfrunęła.
Las przecząco kręci głową.
Słychać czyjeś kroki.
Uciekają.
Na zawsze. (24 maj 1998)

COŚ ZA COŚ
Martwy ptak drogowskazem i przestrogą.
Szczerze umieram z nim.
Rozszarpane ciało opiekam w piekarniku.
Smakuje wrogom.
Krwi, której nie mam.
Łez, które mokną.
Dni, które zwlekają.
Oddam je.
Najpierw pokażcie szczęście. (29 maj 1998)

WBREW
Rzucam cienie
na brudne ściany poczekalni.
Siedzimy wszyscy w milczeniu,
w rosnącym zniecierpliwieniu czekania
na naszą kolej.
Jeden odchodzi, drugi wątpi,
mnie nikt nie obchodzi.
Mogę roztaczać swoją obojętnością
czarny kurz, niczym popiołem rozsypywanym przez wiatr
…… gdzieś poza granicę jego możliwości.
Otworzyły się drzwi.
Padło moje nazwisko.
Nie dowierzałam własnym uszom.
I może dlatego zamiast kierować się we właściwą stronę
uciekłam,
aby przedłużyć swoją młodość. (29 maj 1998)


SNY
Drogę zagrodził mi zagubiony chłopiec.
Szukał mamy.
Stała blisko nas.
Mały zauważył, podbiegł.
Obróciła się w stronę witryny sklepu.
Udawała nieznajomą.
W każdej widział mamę.
One wszystkie okradały go.
Wyglądał jak okruszek na talerzyku
po zjedzonym ciastku.
Strzepnięty ze stołu
podzielił los dzieci,
nawiedzających nas podczas snu. (29 maj 1998)

DO MIŁOŚCI
No chodź, nie bój się.
Ja też mogę.
Ja też chcę.
Dlaczego to robisz…… każdy tak samo?
Wydawałaś się łatwiejsza –
– moja upragniona.
Zawiodłaś mnie.
Tyle mówiono i pisano. To kłamstwa.
Ty też kiedyś będziesz żałowała.
Przypomnimy się. (29 maj 1998)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: