Marzec – Sierpień/March – August 1999

27 December 2009 at 18:31 (Poems/Poetry) ()

TO MYSELF
The sweet converse of an innocent mind
must have been consumed in the fire,
otherwise the highest bliss of human-kind
let me not wander in a barren dream and fly at my desire.

My heart-beat on a pillow
never has relish in the fairy power.
I am standing as a weeping willow,
as a fame to nothingness do sink in hour.

For a long dreary seasons, comes a day
which as a sleeping infant’s breath,
the passing coolness throw away
and make me laugh at my death.

From hedge to hedge lived in the shadow never,
I can exist in my today forever. (23 marzec 1999)

PRZYWYKŁAM
Przywykłam do dni gorejących na niebie,
mokrych policzków,
słodkiej rekompensaty na ostatnim piętrze.
Podczas strajków
ostrzeżenia kroczyły parami.
Spoglądały w okno mojego mieszkania.
Wytykane porażki
odlatywały z balonami ponad wyliczoną granicę chmur.
Powracały z deszczem,
syczącym na rozżarzonej patelni.
Przygotowałam ją do zrobienia posiłku.
Przywykłam rezygnować z zachcianek.
Dajcie mi suchą kromkę chleba. (31 marzec 1999)

MOGŁO BYĆ TAK PIĘKNIE
Spoglądasz na siebie
z zaczarowanej ulicy.
Przeciwległa tafla powątpiewania
gasi w oczach zapał….
zbyt słaby by ją odwrócić,
odwracasz się sam.
Porozrzucane wokoło przedmioty
pokrył kurz i prześcieradła.
Drzemiesz na nich,
zapalony niewłaściwym
zbiegiem okoliczności.
……… a mogło być tak pięknie. (01 kwiecień 1999)

ZGUBA
Twoja zguba w liniach papilarnych świata;
między jednym uśmiechem a drugim
bywa tak znikoma,
że pozwala na znalezienie.
Sypie się serce.
Zasypujemy je obietnicami, lukrem,
którego zabrakło w piekarni na pączki.
Następnym razem
zapisz nowy przepis na drzwiach mojej szatni
bym była pewna twoich zdolności.
Dostaniesz breloczek ze zgubą;
Znaleziony w upieczonym cieście. (03 kwiecień 1999)

TAKTYKA
Pomiędzy sprasowanymi chusteczkami
poświęceń
wylądowały nasze ciche prośby.
Konturówkom do oczu odebrano moc
z jaką wydobywały brudy na światło dzienne,
z jaką machałyśmy tymi chusteczkami na przywitanie.
Lata uwalniały lniane troski
tak dokładnie zmysłami powonienia
aby gryźć i kąsać,
obwiniać mężczyzn za współczesną modę.
Nie wińmy za to jakimi są,
przynajmniej znamy ich potrzeby.
Opierać się na własnych domysłach
byłoby przesadą,
szczególnie gdy teraz mężczyźni
konstruują inne ramy zasad. (05 kwiecień 1999)


ATOMY
Podzielmy kawałki siebie na atomy
gotowe zmienić się w kolorowe kulki.
Toczylibyśmy grzechy
nie pod górkę a z górki.
Łatwiej o rozgrzeszenie?
Plastikowe puszki – otwarte na propozycje,
wręczałyby pościel i kilka chwil przetrwania
przed wędrówką do sklepu,
skąd blask ich powierzchni
oślepiałby wybredne jednostki niepodzielne na atomy.
Żyjmy z wyliczoną ceną
bo przynajmniej wykupimy pojedyncze atomy.
Całość jest blaskiem,
na który nas nie stać. (05 kwiecień 1999)

ZDRADA (MĘŻCZYZNA KOBIETĘ)
Następują łzy
spalające skórę twarzy.
Potrzebuje przeszczepu tkanek,
ponieważ odnowi ja po uprzednim szoku.
Gdziekolwiek pójdzie będzie nierozpoznawalna.
Tylko w monotonii rozsiądzie się wygodnie.
Z widowni popatrzy na widowisko,
speszy, stremuje, wyda wyrok niegodziwym aktorom.
Do skrzynki wciśnie recenzję
a w nią zawinięty czysty tampon i test ciążowy.
Zniszczy to, z czego on i tak nie czerpał satysfakcji.
(05 kwiecień 1999)

ZDRADA (KOBIETA MĘŻCZYZNĘ)
Następują ciosy
masakrujące skórę twarzy.
Chirurdzy opuszczają z bezsilności stanowiska.
Gdziekolwiek pójdzie będzie nierozpoznawalny.
Może cyganka powie mu prawdę….
Tylko w monotonii rozsiądzie się wygodnie.
Z widowni popatrzy na widowisko,
zlustruje, uciszy brakiem wyroku niegodziwych aktorów.
Do skrzynki wciśnie recenzję
a w nią zawiniętą butelkę krwi i alkoholu.
Zniszczy to, z czego ona i tak nie czerpała
satysfakcji. (05 kwiecień 1999)


STRATA
Dym pragnień pchany obcą ręką
posuwa się naprzód.
Uprzezroczyśnione wahanie.
Parujący ziemią rozsądek ulega pokusie,
wyraża zgodę na zjednoczenie.
Nadciąga wróg.
Ciche jęki, oszalałe z czekania
drżą między minutowymi etapami drgań.
Wstęgi dymu biczują,
przeszywają powietrze morderczym uderzeniami.
Śmierć napływa ze środka rozsądku. (07 kwiecień 1999)

MOJE ŻYCIE
Życie przebiega obok mnie na paluszkach
cichutko, ale szybko.
Boi się abym nie przyłapała go na gorącym uczynku,
gdy zamiast spać w łóżku,
ono ogląda w salonie kasety wspomnień.
Aprobuję nocne eskapady,
bo przyjemnie jest patrzeć
w harmonijne kielichów nieskończoności.
Rozpieściłam mojego jedynaka –
Jedyną rzecz jaką mam.
Jedyne co należy do mnie…. moje życie. (25 kwiecień 1999)


ODPOCZYNEK
Zmęczenie zasianym ziarnem,
wywołuje ból głęboko poza zebrane w sobie siły.
Zwolnione tempo czyni akrobatami
przerażone ofiary stopniowej desperacji.
Upadają niezbędne elementy ciała.
Bierność wyrażona głuchą ciszą
podstępnie skrada się,
poddaje testowi naszą czujność.
Kontrolowani, popychani,
wydajemy zgodę na zburzenie fundamentów
posiadłości w jakiej rzekomo
mieliśmy odpocząć od męczącej pracy. (27 kwiecień 1999)

NOWE TRENDY
Drobinkami subiektywizmu
co niczym duży pająk,
łapię do pajęczej sieci
wolne od cła informacje.
Chełpię się każdą blizną odniesioną w walce.
W wyszczególnionych akapitach książek
czytam o zniechęcających mnie wydarzeniach.
Pozwalam pająkom przecinać nici,
wieszać kapitalistom kolorowe szyldy w te miejsca.
Igrają z subiektywizmem wychodzącym z mody,
ale żyją nim, utożsamiając z obecnymi trendami. (22 maj 1999)


GŁĘBIA
Czym mierzymy głębię uczuć;
Kubkami wody z dziurawego wiadra
albo łopatami ziemi z czarnego padołu.
Wybieramy brudne epitety z czystej całości.
Niżej, coraz niżej odliczamy w centymetrach
prywatne głębie.
Rywalizujemy dla samej zasady
a uczuciom pozwalamy kibicować
bądź kupować hamburgery w czasie przerwy na posiłek.
Nowe zjawisko zabarwia ten system
na kolor purpury,
ale to tylko inna głębia,
tego, co pragnie być uczuciem. (30 czerwiec 1999)

KU ZMARNOWANIU
Zmarnować można
niedojedzone części owoców,
atakowane przez słońce i owady.
Dobrowolnie wypełniane
wątłą nutą zepsucia,
ciekną kroplami potu między palcami.
Reflektorami dojrzałości kuszą ludzi
do spróbowania
umarłych dla kubków smakowych soczystych esencji,
aby wiedzieli, że życie nie można zmarnować.
Zmarnować można jeden element istnienia. (04 lipiec 1999)

PATRONI BLADORÓŻOWYCH
W blado różach, perłach, morskiej soli
utopiła echa przykrych doznań.
Uśmiech popłynął a falą,
wyrzucając rozbitków następstw
w skorupkach muszelek.
Modliła się o spokój
jakby cichy pas tej części świata
hałasował zdolnością jasnowidzenia
na najbliższe tygodnie.
Nagość stłamsiła dziecięcy upór
bycia dorosłą i popchnęła w ciemność jaskiń,
martwiących o kobiety w blado różach
ze znikomą wiedzą o żywiołach za ich plecami. (04 lipiec 1999)

GRAMATYKA
Zgubiliśmy „ją”.
„ona” w ferworze minionych wskazówek
pomaga praktyce ćwiczyć kruchą słodycz.
„ ono” odpada w grze liczby pojedynczej.
My wiemy,
wy wiecie,
oni niech zgadują.
Liczba mnoga ma więcej trudności,
bo ze zdwojoną siłą wiruje wokół zachłanności.
Ostały się resztki na talerzu
w mojej, twojej, jego jadalni.
Nic prostszego. (15 lipiec 1999)

ANIOŁY
Anioły wdarły się w tajniki prywatności.
Frywolnie odkrywały wydobywające ciepło.
W letniej serenadzie zastygły pióra.
Z powietrznych akrobacji ostała się małostkowość.
Anioły nią powleczone
podglądały narastające uniesienie,
jakbym za to mogła otrzymać zapewnienie wierności
albo przywiązania do kobiecego ciała.
Głębokie zakamarki prób
wyostrzyły groty strzał.
Z anielich piórek zrobiłam
zasłony przed wrogiem.
Pilnujcie mnie. (19 lipiec 1999)

NISKO
Wstyd przed nieznanym
przynosi klęskę zagubionym,
z trudnością łapiącym oddech.
Tłamsimy go w sobie.
Zapadamy w stan odrętwienia,
paraliżujący przed czymś ziemsko cudownym.
Oczy wstydu coraz bardziej drwią
potęgując przygnębienie,
linczując fałsz i jego formy pośrednie.
Manekiny upadają nisko;
Poniżej poziomu odrętwienia. (22 lipiec 1999)


TAMTO
Wyszedł tam,
bo moje miejsce dawno zajęte
….. dla mnie.
Za zakrętem pojawione irytacje,
postępowały drobnymi kroczkami.
Brnąć przez minuty podobne do odsłoniętych,
to zaliczanie wrażeń ze spotkania.
Daliśmy zbyt mało spłoszonego uczucia.
Uschło przemijanie.
Uschło i tamto. (21 lipiec 1999)

SKRAWEK SIEBIE
Wyjęłam najcenniejszy
skrawek siebie.
Wszyłam w aksamitno – czerwoną poduszkę.
Na niej spoczywa moja głowa,
odjeżdżająca cadillakiem
w stronę miejsca zbiórki sumień.
Obłożone w kolorowe papiery
pozwoliły sprawiać mylne wrażenie.
Pisk opon, klaksony, wypadek…..
Obudzona, rozrywam poduszkę.
Nie ma skrawka.
Ja i poduszka zacerowane dratwą.
Brzydko. (26 lipiec 1999)

PODSTĘP
Pomieszczenie.
Rzucone w kąt dawne przyzwyczajenia
wydają się śmieszne.
Analogia instynktu mówi o instalacji:
ciepło rozgrzeje zamrożone kontrasty.
Dam ogłoszenie: na sprzedaż……
Ulec kolizji może impulsywność
albo nabywca,
naturalistycznie obchodzący się ze sobą.
To miejsce niedługo eksploduje. (30 lipiec 1999)

AMBICJA
Ambicja patrzy w oczy
lecz nic z tego nie wynika.
Przemyka obok urażona
mało precyzyjnym sposobem jej szukania.
Dusi w sobie pokusy, gniecie nowe…
Zwątpienie staje na drodze.
A my grzeszmy w piękny sposób,
łudząc, że nam wybaczy.
Pragniemy rzeczy ryzykownych,
zamiast ryzykować w tych osiągalnych.
Są trudniejsze, bo tak blisko;
Tuż za plecami ciągłego pożądania
rzeczy ujętych w zakazanych aspiracjach. (30 lipiec 1999)

CODZIENNOŚĆ
Głupia codzienność ciągle czegoś od nas chce.
W imię czego litujemy się nad nią?
Niszczymy, naprawiamy… straszą karą.
Nie wypowiadane głośno wartości
sztywnieją z zimna,
szykują plan zemsty dla obłudnej pannicy.
W sobotnie wieczory prawi morały
barowym krzesłowiczom.
Egzaltowanie dowodzi,
że prostota nie zakazuje się doskonalić
a wyrafinowane piękno jej poniżać.
W niedzielę większość opuszczonych głów
przyzna o nieistnieniu rozmowy;
W pruderyjnym złożeniu tanich przysiąg.
Ach ta naiwna codzienność ! (03 sierpień 1999)

ROZCZAROWANIE
Stłuczony dzban westchnień
opada zniechęceniem,
pokrywa przedmioty lepkim nalotem.
Bajeczne wizje, kolorowe perspektywy
zamiecione w kąt, demolują salon rozsądku.
Większość połamanych mebli
ulega zamianie na modne grupy nowicjuszy.
Spragnieni, kleją skorupy dzbana
…. dla powtórnego napełnienia.
Lepki nalot przeistacza zdobycz
w marmurowy posąg.
Nowicjuszem warto być
bez umowy na dźwiganie konsekwencji. (03 sierpień 1999)

UMOWA
Lapidarna konsekwencja.
Nieścisłości przeniesione do sali obok.
Filigranowe „więc” przewraca lekkie eksponaty.
Co za niezdara!
Otwarta winda czeka na półpiętrze,
falsetem śpiewa piosenkę. Znaną.
W notesie na drugą kolejne spotkanie.
Poprzednie nadaje się do wymalowania
szminką, tuszem, cieniami,
wypchnięcia na ulicę
w celach zarobkowych. (04 sierpień 1999)

WYLICZANKA
Jeden
wózek z pieluchami na skwarze.
Dwa
ogórki skrojone do mizerii.
Trzy
pędzle zamoczone w terpentynie.
Cztery
uprane ręczniki.
Pięć
papierosów w znalezionej torbie.
Reszta bywa
marudna, mokra, małostkowa
…. wczorajsza. (04 sierpień 1999)


NIECHĘĆ
Po papierosie w ciemności mam spowiedź.
Modlitwę zmówię na nowo.
Lakierowana w konkursie odpowiedź
wybierze z trojga właśnie mnie królową.
Daremne plakaty, apele próżne.
Ulepionam z ciasta jako twarda bryła.
Obca mi hańba z wieczorną jałmużną,
co w paraliżu bajki tworzyła. (11 sierpień 1999)

POZA POSTANOWIEŃ
Deseń postanowień
z upływem lat ciemnieje.
Lekko podnoszone owoce pracy,
plamią fartuchy zgnilizną zdobycia.
W żądzy małych egoizmów
zaprojektowany deseń blednie.
Ogarnia strachem nagość; zmarzniętą, wychudłą.
Spisana intercyza wymazuje z grafiku
akt zmęczenia.
Postanowienia pozują do wstydliwych zdjęć.
Zaczynamy od czytania artykułów
z pierwszych stron gazet. (12 sierpień 1999)

SZTUKA EKSPRESJI
W pluszowym szalu zadowolenia
podgrzewałam zapomniane piosenki.
Dla nich mdlałam na sofie ociężałości
byś ratował z banalnych opresji.
Kartony przeprowadzek pakowały nuty.
My wtenczas łapaliśmy klucze wiolinowe za szyje,
by sprawić przykrość uporowi,
nachalnie wspominającemu o obowiązkach.
Sztuka karcąco obserwowała
nasze zaangażowanie,
zakochane albo zauroczone. (13 sierpień 1999)

WYMAGANIA
Masz brudny podbródek.
Znowu jadłeś miłość?
A prosiłam. Za godzinę będzie obiad.
Zapnij więc guziki podniecenia,
wytrzyj wilgotne usta.
Gdzie są naczynia?
Potłukłeś by jeść z plastikowej miski!
Nie szkodzi. Przyniosę ze sobą.
Usiądź więc ze sztućcami do stołu,
otwórz wino pragnienia.
Zdejmę jeszcze fartuch, poprawię fryzurę.
Pozwolimy podniebieniu degustować…
Jak również wybrzydzać.(13 sierpień 1999)


WIZYTÓWKI
Śliskie płaszczyzny zapoznania
molestują myśli,
lubieżnie rozrywają wewnętrzne „TAK”.
Wahamy się w przedsionku godności,
lecz sprawiamy przyjemność
niebiańskim proroctwom.
Litery wypalają wzrok.
Cyfry zatruwają żołądek.
Cyrkulacja danych wymiera? (14 sierpień 1999)

NARODZINY
Słodycz owoców
butwiała między ustami.
Woda zagnieżdżała się w dołkach policzków;
biegliśmy do siebie.
Tulona łata odosobnienia
nie pasowała do kurtek, torebek, koszul.

Modlimy się do Pana –
upadamy, podnosimy, idziemy, biegniemy.
Świece przeznaczenia
zawsze docierają do zalążków powstawania.
I pestki zbutwieją… w codziennym zużyciu.(15 sierpień 1999)

ŚLEPA
Ślepnę
dla kłujących pochwał.
Czerń pochłania odpadki
jakie upychałam pod bielizną.
Zamazane obrazy
wypadają i kaleczą.
Powierzyłam dotykowi
jutrzejsze przywrócenie wzroku…
Upadłe złudzenia,
upadłe kalkulacje.
Ponownie oślepnę…
Miażdżąc mało ważne pochwały.(17 sierpień 1999)

SEKSOWNY WYGLĄD
Wieczorna kreacja
zmuszona do uległości,
zawiesza wdzięki na wieszaku.
Fetyszyści uwalniają eksplodujące
reakcje przed moją sypialnią.
Tną noc na etapy zdobywania.
Niemożliwe bym zapomniała o zamknięciu domu…
Wtargnęli siłą,
wentylem opuszczonych spraw
w celu nazbyt materialnym dla wieszaków…
Zatruci marcepanem sytości
skonają u stóp wieczornej kreacji.
Oszołomione gałgany
sztywniejsze od metalowych wieszaków,
przylgną do intymności.
Spływający po brodzie niesmak
zmieszam z wulgaryzmem marcepanu.(22 sierpień 1999)

POSĄDZENIA
Erotyka odległych kształtów
Przybija nasze stygmaty do trumien.
W tle marsz Mendelsona
a pod woalem fałszywej boleści
panie rutynowo moczą chusteczki.
Wyciągamy z prostokątów fanty
dla równego podziału czyjejś niewinnoci … brakiem skazy.
Płaskość upragnionej cnotliwości
sama zgniata w ramionach
…domysły przypudrowane słodzikiem.
Korowody deserów
szturmują nas –
– uosabiających jedynie odległe kształty
z erotyzmem.(23 sierpień 1999)

ENTUZJAZM
Masz zmęczony entuzjazm
dotychczasowym wyciąganiem z siebie nowości.
Brud za paznokciami
Podważa czystą reputację.
Znikasz
na byle odległość,
z prośbą o łopatę ziemi do przykrycia
powstałych wydarzeń.
Odnawiasz dawne stosunki
z mrówkami zajadle walczącymi o chleb
i wybierasz z bankomatu
kulminacyjny punkt istnienia
…na niezwłoczne przedstawienie.
Werwa do działania nie powraca.
Wracasz ty.(24 sierpień 1999)

ZAKOŃCZENIE
W krwi zakrzepłe wstęgi morałów
wypełzają na czyste koleje dróg;
błyszczą poświatą,
która zgasła w upuszczonych koszyczkach.
Kolekcjonowane bibeloty
przeszkadzają teoretycznym konkluzjom
osiągać właściwy poziom
w przyswajaniu skończonych wiadomości
…. znajomości.
Praktyczny stan kontynuacji
popycha niczym niewolnikami
na plantacje niepewności.
Bicz nad głową wskrzesza bunt
do walki o najlepsze. (29 sierpień 1999)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: